Listy

Listy misjonarza

CATHOLIC CHURCH TAFETO St.John Evangelist,P.O.Box 632,Goroka,EHP,PAPUA NEW GUINEA

SVD Misyjny Dom/Lublin - Polska

17 marzec 2017

„Niech żyje Trójjedyny Bóg w sercach Waszych!”

Szczęść Boże!

Drodzy Misyjni Dobrodzieje! Serdecznie Was pozdrawiam z Lublina! Jak zawsze przed Świętami parę zdań od Waszego misjonarza. Wcześniej Wam już wspominałem, ze przebywam tymczasowo w Polsce. Konkretnie w misyjnym Domu Werbistów w Lublinie. Moja misyjna gwinejska prowincja wysłała mnie na specjalistyczne studia do Polski z zakresu małżeństwa i rodziny. Po ich skończeniu mam być fachowcem od małżeństwa i rodziny dla naszych misyjnych Papuasów. Myślę, że jest to bardzo dobry kierunek, bo jak nauczają ostatnio papieże rodzina jest podstawową droga Kościoła. Z moich kilkunastu lat pobytu w PNG mogę też dodać – że zdrowa rodzina, o prawdziwie chrześcijańskich wartościach jest najpewniejsza drogą do zbawienia dla naszych Papuasów. Moje studia na KUL w Lublinie są czteroletnie i mają zakończyć się doktoratem. Bardzo Was proszę o modlitwę w moich obecnych studenckiej poczynaniach. Po dwudziestu dwu latach od święceń w misyjnym seminarium w Pieniężnie, a było to w 1995 roku nie jest teraz łatwo podjąć na nowo uniwersytecką naukę i to na takim poziomie jak doktorat na KUL. Jeśli Bóg jednak tak chciał, to na pewno będzie to możliwe z waszą modlitewną pomocą. Na moim obecnym kursie doktoranckim jest pięciu księży z różnych polskich diecezji. Studiują raczej tylko dla potrzeb pastoralnych Kościoła w Polsce. Ja będąc tylko tymczasowo w Polsce, studiuję dla Kościoła katolickiego w PNG - Oceania. Mimo, że jesteśmy w jednym Kościele Chrystusowym, to różnica pośród nas księży na kursie jest raczej dostrzegalna. Kościół katolicki w Europie, a szczególnie w Polsce a nasz Kościół w PNG patrzy trochę odmiennie na zwykłych, prostych ludzi. Papież Franciszek z Ameryki Południowej idzie raczej też w tym kierunku - widzieć Pana Jezusa w prostych, zwykłych ludziach. Tutaj na uczelni KUL wykładowcy raczej powołują się większości na dorobek Jana Pawła II, naszego wielkiego polskiego rodaka i bardzo dobrze. Nie możemy jednak poprzestać tylko na naszym wielkim rodaku. Świat a w nim i Kościół muszą iść ciągle do przodu. Ja to rozumiem jako Polak ten nasz sentyment do Jana Pawła II! Jednak niektórzy współbracia Werbiści na misjach trochę się krzywią, że my Polacy chcemy zamknąć historię Kościoła powszechnego tylko do JP II. Po nim był już Benedykt XVI a obecnie papież Franciszek, który jest już całkiem innym papieżem w Kościele. Kościół JP II, to był tylko pewny etap aczkolwiek bardzo ważny w historii Kościoła powszechnego. Współczesny Kościół musi iść jednak do przodu. Taka jest jego natura! Kościół musi się rozwijać i nie można go przecież ograniczać tylko do jednego papieża, ale przede wszystkim do nauczania Pana Jezusa odczytywanego w naszych czasach. Kolejni papieże są tylko wykładowcami nauki Jezusa w dziedzinie wiary i moralności. Obecny Papież Franciszek chyba pięknie wpisuję się w ten nurt zmieniającego się świata. Jest to postawa Kościoła od początków jego istnienia. Papież Franciszek przyznał w ostatniej swojej encyklice "Amoris Leticia", że nie dziwi go postawa tych wiernych przywiązanych bardzo do tradycyjnej doktryny Kościoła. Papież przyjmuje także postawę tych, którzy chcąc wyjść na spotkanie codziennych problemów ludzi współczesnych czasów. Może więc dziwić trochę jego postawa wobec niektórych trudnych kwestii w Kościele, chociażby małżeńskich i rodzinnych. Następca św. Piotra skłania się bardzo w swojej postawie do ogromu Bożego miłosierdzia. Mając na uwadze nauczanie papieża Franciszka, a także to co sam Zbawiciel objawił siostrze Faustynie, skłaniajmy się i my sami w większym stopniu ku Bożemu miłosierdziu. Najbardziej odnosi się to, do postawy Kościoła wobec związków niesakramentalnych, które mimo trudnej swej sytuacji życiowej chciałby jednak żyć zgodnie z nauką Jezusa i Kościoła. Pamiętajmy, że my grzeszni ludzie nie jesteśmy w stanie ogarnąć naszym umysłem Bożych zamysłów i Jego ogromu miłosierdzia wobec grzeszników. To tak parę słów obrony wobec niektórych zarzutów pod adresem papieża Franciszka i kierowanego przez niego Kościoła. Ostatnio mieliśmy na KUL sesję egzaminacyjną. Wszystko u mnie poszło dobrze. Jedna tylko pani profesor na egzaminie z pedagogiki rodziny przycisnęła mnie trochę. Sam nie wiem jak to sobie wytłumaczyć, bo z tego przedmiotu uczyłem się całkiem sporo! Nie powinienem się chyba tutaj zbyt mocno dziwić, bo Pan Jezus postępuje z nami czasami w różny dziwny sposób. Mam nadzieję, że na następnym egzaminie z pedagogiki będzie już dużo lepiej. To tak parę słów z mojej obecnego misyjnego życia tutaj na KUL w Lublinie. Moi Kochanie Dobrodzieje na zbliżające się Święta Wielkanocne 2017 przesyłam Wam moje najlepsze życzenia:

„PAN JEZUS ZMARTWYCHWSTAŁY NIECH WAM BŁOGOSŁAWI W CODZIENNYCH ŻYCIOWYCH SPRAWACH! NIECH JEGO WYCIĄGNIĘTA DŁOŃ BĘDZIE WASZĄ MOCĄ NA DRODZE DO ŻYCIA WIECZNEGO. TO WŁAŚNIE ŻYCIE ON DLA NAS WYSŁUŻYŁ PRZEZ SWOJĄ MĘKĘ I ZMARTWYCHWSTANIE! SZCZĘŚĆ BOŻE WAM WSZYSTKIM! ALLELUJA!"

Pamiętam o Was w moich modlitwach! Dziękuję za wszelką pomoc, którą mi okazujecie przez Misyjny Patronat w Pieniężnie.! SKŁADAM WIELKIE, BARDZO WIELKIE BÓG ZAPŁAĆ!!! Niech Pan Jezus wynagrodzi Wam to wszystko! Wasz Misjonarz, Wojciech Niścigorski svd, Werbista

CATHOLIC CHURCH TAFETO St. John Evangelist P.O. Box 632 Goroka, EHP PAPUA NEW GUINEA

 

Lublin - Polska/Papua Nowa Gwinea

14 grudzień 2016

Niech  żyje  Trójjedyny  Bóg w sercach  Waszych!”

 

Szczęść Boże!

Drodzy Misyjni Dobrodzieje!

             Serdecznie Was pozdrawiam tym razem nie z mojej odległej PNG, ale z... Polski!

Jak to się stało, że z Polski? Oto moi przełożeni z PNG skierowali mnie na studia specjalistyczne do Polski. Podjęłem studia na Katlickim Uniwersytecie w Lublinie. Moją specjalnościa jest Duszpasterstwo Rodzin – czteroletnie studia w tej dziedzinie. Mieszkam w domu Misjonarzy Werbistów w Lublinie, chociaż dalej należe do mojej prowincji nowogwinejskiej, także jestem tutaj tylko gościem – gościem we własnym kraju. Podjąłem studia po dwudziestu latach od święceń kapłańskich w Pieniężnie. Trochę to długi okres, ale jak mówi przysłowie – na naukę nigdy nie jest za późno. W moim przypadku był to chyba ostatni dzwonek na studiowanie. Przerwa od studiów w Seminarium w Pieniężnie jest trochę długa, ale przecież praca księdza to ciagłe doskonalenie się, więc książki i nauka nie są mi obce. Na kursie Duszpasterstwa Rodzin w Lublinie jest nas sześciu księży – czterech diecezjalnych i jeden ksiądz zakonny – ojciec ze Zgromadzenia Ksieży Oblatów. Wszyscy oni są dużo młodsi ode mnie, w wieku wczesnych trzydziestu lat. Ja z moją piędzisiątką na karku mogę być dla nich dużo starszym bratem lub i nawet ojcem duchownym. Kontak mamy jednak bardzo dobry pomimo różnicy w wieku. Niektórzy nasi wykładowcy na KUL są w moim wieku. Nie ma co sie temu dziwić  - ja spędziłem 17 lata na misjach a oni całe te lata poświęcili się nauce. Na początku miałem trochę trudności z dostosowaniem się do nowych warunków życia, ale jest już teraz coraz lepiej czy to na uniewersytecie czy też w naszym domu zakonnym. 17 lat życia spędzonych samotnie w PNG robi swoje, ale przy odrobinie dobrej woli i Bożej pomocy wszystko zmierza w dobrym kierunku. Zajęcia na KUL mamy w różnych terminach. Jednego dnia jest wcześnie rano bo już od 7.30, z okienkami aż do 17.30 a innego dnia dopiero poźnym popołudniem od 17.30 do 19.00 wieczorem. Trzeba jeszcze wliczyć w to dojazd na uniwersytet. Od naszego misyjnego domu na KUL jest jesze jakieś 20 minut autobusem. Wiąże się to więc ze wczesnym wyjściem z domu i poźnymi powrotami. Jakoś muszę się do tego przyzwyczajać, chociaż na pczątku nie jest wcale łatwo. Zajęcia odbywają się cztery dni w tygodniu, ale z każdym semestrem ma ich być coraz mniej. Całość studiów ma zakończyć się pracą doktorską, co z pomocą Bożą mam nadzieją dokonać. Nad tematem mojej pracy jeszcze się nie zastanowiałem, ale będzie to coś z mojej pracy w Nowej Gwineii, napewno coś o małżeństwie i rodzinie Papuasów. Mam nadzieję, że kiedy zrobię licencjat po dwóch latach studiów będę miał możliwość wyjazdu na dwa/trzy miesiące do PNG aby zrobić tam już konkretne badania pod kontem mojej przyszłej doktorskiej pracy.

             Dwa tygodnie temu głosiłem rekolekcje adwentowe w mojej rodzinnej parafii Stębark na Mazurach. W związku z tym miałem przerwę do nauki przez tydzień. Mam nadzieję, że wygłoszone przeze mnie rekolekcje pomogły parafianom w ich dobrym  przygotowaniu się do Świąt Bożego Narodzenia. Rekolekcje związałem z trzema głównymi osobami Adwentu i ich przesłaniem także i dla naszych czasów. Głosiłem słowo o proroku Izajasza, Janie Chrzcicielu i osobie Najświętszej Maryji Panny. W czasie rekolekcji miałem też Msze św. dla dzieci ze szkoły podstawowej i dla młodzieży gimnazjalnej. Ufam, że Pan Bóg użył tego szczególnego czasu w parafii jakim są rekolekcje aby niektórych ludzie sprowadzić z powrotem do Siebie i do Kościoła. W czasie głoszonych rekolekcji nie jest przecież najważniejsza mądrość rekolekcjonisty, ale moc i działania łask Bożej. Rekolekcje mają tylko otworzyć ludzkie serca na jej działanie. Na Święta Bożego Narodzenia będę pomagał w mojej rodzinnej parafii. Ksiądz proboszcz jest w moim wieku, więc bardzo dobrze sie dogadujemy. W styczniu rozpocznie się czas sesji egzaminacyjnej na uniewersytecie, więc bardzo Was proszę o modlitwę w mojej intencji abym dobrze podołał  wszystkim egzaminom i okazał sie równy a może i nawet lepszy od kolegów z mojego doktoranckiego kursu. Byłoby to dobrym świadectwem dla młodszych księży ze strony doświadczonego misjonarza z dalekiej PNG .

Drodzy moi Misyjnie Dobrodzieje okazji zbliżających się Świąt Bożego Narodzenia pragnę przekazać Wam jak co roku moje najlepsze życzenia:

           „Radosnych i bardzo pogodnych Świąt Bożego Narodzenia oraz błogosławionego  całego Nowego Roku 2017!” Niech oczekiwany Mesjasz zrodzony w Betlejem będzie Waszą stałą siłą i mocą!’

             Bardzo dziekuję za Waszą modlitewną i finansową ofiarę w mojej intencji. Niech Pan Jezus Wam to wszystko wynagrodzi w niebie! Wspieram Was moją kapłańską modlitwą!

             Wasz misjonarz

Wojciech Niscigorski svd – Werbista

CATHOLIC CHURCH TAFETO St. John Evangelist P.O. Box 632 Goroka, EHP PAPUA NEW GUINEA

 

Stacja Misyjna - Tafeto / PNG

24 marzec 2016

Niech  żyje  Trójjedyny  Bóg w sercach  Waszych!”

 

Szczęść Boże!

Drodzy Misyjni Dobrodzieje!

             Serdecznie Was pozdrawiam z PNG!

Jak zawsze przed Świętami pisze parę zdań z mojego misyjnego życia.

        Pragnę opisać Wam tym razem jak wygląda Wielki Tydzień w mojej parafii Tafeto.

       W Niedzielę Palmową rozpoczynamy Mszę św. procesją na zewnątrz kościoła naśladując procesję Pana Jezusa kiedy zmierzał do Jerozolimy. Gromadzimy sie przed bramą wjazdową do naszego kościoła. Ludzie czekają z przygotowanymi liśćmi palmowymi. Jeśli padało w nocy to zdarza się, żę ja ze służbą ołtarza muszę trochę poczekać na parafian. Jak już w miarę wszyscy się zgromadzą rozpoczynamy wtedy naszą procesję. Wcześniej jest modlitwa na poświęcenie palm. Te gałązki naturalnych palm bardzo przypominają mi wydarzania z Jerozolimy niż te sztuczne piękne palmy używane w Polsce. Jakoś tak bardzo wyczuwa sie wtedy klimat Niedzieli Palmowej. Potem jest czytanie Ewangelii o wjeździe Pana Jezusa do Jerozolimy a potem przy pieśniach i pomachiwaniach palm nasza procesja zmierzama do kościoła. Kościół wcześniej przystramy palmami i rożnymi zielonymi drzewkami, wiec atmosfera Niedzieli Palmowej jest bardzo odczuwalna i widoczna. W czasie Mszy tak jak w Polsce czytana jest Ewangelia Męki Pańskiej a po niej wygłaszam kazanie. Nasi Papuasi lubią jak się coś do nich mówi więc mimo to, że Ewangelia jest dość długa zawsze bardzo chętnie słuchają nauki Kościoła. Msza w Niedzielę Palmową trwa trochę dłużej. Raczej staram się mieścić w dwóch godzinach. W Polsce byłoby to bardzo długa ale nie tutaj w PNG. W następne trzy dni do Wielkiego Czwartku raczej nic wielkiego się nie dzieje. Msza św. w Tafeto jest o 7.00 godz.. Tłumów raczej nie ma ale i zawsze wygłaszam krótkie kazanie. W Wielki Czwartek mamy Mszę św. o godz. 7.00 wieczorem. Msza podobna do tej w  Polsce no może z wyjątkiem obrzędu obmycia nóg. Moi Papuasi bardzo lubią ten obrzęd. Wyznaczają wtedy 6 osób, najczęściej są to mężczyźni. Czują się wtedy bardzo docenieni, że biały ksiądz misjonarz obmywa im stopy. Dwa lata temu akurat bardzo padła przed Msza św. Nasi ludzie chodza zazwyczaj boso więc ich nogi były całe w błocie. Pamiętam, że już po umyciu stóp dwóch pierwszych kandydatów woda w misce była bardzo brudna. Trochę musiałem się przemóc aby umyć nogi pozostałym wybrańcom. Przed Mszą św. w Wielki Czwartek ogłaszam naszej starszyźnie parafialnej aby wyznaczała też kobiety, młodzież i dzieci ale jakoś opornie im to jeszcze idzie. Po Mszy św. próbujemy mieć adorację Jezusa w ciemnicy ale nie wiele ludzi zostaje w kościele bo wszyscy spieszą już do domu. Raczej się im nie dziwię, bo niektórzy do domu mają całkiem spory kawałek drogi po gwinejskim buszu i to jeszcze w nocy. Wielki Piątek rozpoczynamy nabożeństwem Drogi Krzyżowej zazwyczaj ok. godz 10.00. W odczuciu moich parafian jest to najważniejsza część Wielkiego Tygodnia. Przychodzą wtedy nawet ci, którzy rzadko pojawiają się na Mszy św. niedzielnej. Nasza Droga Krzyżowa odbywa się  po okolicznych drogach i pagórkach. Parafianie bardzo lubią wspinać się w ten dzień na jakiś bliski pagórek. Z tego co doświadczyłem po 9 latach w Tafeo chcą się wtedy bardzo umęczyć aby czuć boleść Jezusa kiedy On przemierzał swoją Drogę Krzyżowa na Kalwarię. Pamiętam, że kiedy raz mieliśmy Drogę Krzyżową taką prostą tylko drogą, byli wtedy bardzo nie zadowoleni. Mówil mi później, że nie czuli wcale tego cierpienia które znosił Jezus dla naszego zbawienia. Każdą stację przygotowuje rodzina, która akurat mieszka w jej pobliżu. Składają tam rożne warzywa i  owoce jak rownież małą ofiarę pieniężna. Jedzenie idzie wówczas aby wspomóc katechistów i szafarzy Komunii św.w parfaii a ofiara pieniężna idzie do naszego Biskupa. Wysła on ją póżniej do Nuncjusza aby wspomóc naszych barci i sióstr w Ziemi Świętej. Po nabożeństwie Drogi Krzyżowej mamy ceremonie Wielkiego Piątku z naszym Kościele. Razem trwa to jakieś cztery godziny po których jestem całkiem wykończony. Szczególnie mocne słońce w trakcie Drogi Krzyżowej daje mi się mocno we znaki.W Wielką Sobotę rano odbywa się sprzątanie i dekorowanie naszego kościóła. Paźniej słucham spowiedzi wielkanocnej. Nawet spora liczba parafian przychodzi aby wyznać swoje grzechy. Obrzędy Wigilii Paschalnej zaczynamy okolo godz. 7.00 wieczorem. W tym czasie jest akurat w PNG pora deszczowa więc rzadka się zdarza aby nie padało. Mój katechista przygotowuje drzewo na ognisko abyśmy mogli poświęcić ogień na drodze przy kościel. W ciągu tygodnia parafianie znaszą jakieś suche gałęzie bo ognisko według nich musi być wielkie. Rzadko się zdarza, aby nie padało w tym czasie więc drugą opcją jest ognisko przed samym wejściem do kościoła. Jednego roku mało brakowało aby zapalił sie kościół. Zbieramy się na zawnątrz kościoła ze świecami aby wziąć udział w procesji światła. Masza wigilijna jest taka jak w Polsce z tą różnica, że w czasie Mszy są zazwyczaj chrzty. Jednego rok miałem 23 chrzty. Dałem radę ale było naprawdę już  trochę ciężko dla mnie  i długo dla parafian. Święcę wtedy podczas Mszy św. dużo wody. Ludzi używają jej do poświęcenia swoich domostw więc po Mszy św. czasami jest mała przepychanka do poświęconej wody. Jeśli jej zabraknie, a zdarza się to każdego roku to święcę też w Niedzielę Wielkanocną. Po Mszy św. zazwyczaj jest też przedstawienie dzieci szkolnych aby zobrazować truchę zmartwychwstanie Pana Jezusa. Właściwie Wielkanoc mogłaby się zakończyć już w sobotę wieczorem. W Niedzielę Wielkanocną mamy już „tylko zwykłą” Mszę z Niedzeli Wielkanocnej. Zawsze przed Świętami przypominam parafianom, że to Niedziela Wielkanocna jest największym świętam naszej wiary. Z tego co doświadczam przez te wszystkie lata w PNG zmartwychwstanie Jezusa obchodzone już w Wigilię Wielkanocną  kończy już czas Wielkiego Tygodnia dla naszych Papuasów. W PNG nie mamy Mszy rezurekcyjnej w Niedzielę wcześnie rano. Słyszałem, że ktoś z naszych polskich księży chciał to kiedyś wprowadzić ale zupełnie to nie wyszło.

        To tak parę słów z mojej dalekie Papui Nowej Gwinei.

Moi Drodzy na zbliżające się Święta Wielkanocne przesyłam Wam moje najlepsze życzenia

„PAN JEZUS ZMARTWYCHWSTAŁY  NIECH WAS WSPIERA W CODZIENNYCH DNIACH! NIECH JEGO WYCIAGNIĘTA DŁOŃ BĘDZIE ZAWSZE NAD WAMI! TRADYCYNIE ŻYCZĘ WAM WIELKANOCNEGO RADOSNEGO ALLELUJA, ALLELUJA!”

Pamiętam o Was w moich modlitwach! Dziękuję za wszelką pomoc na rzecz mojej misji w PNG! WIELKIE, BARDZO WIELKIE BÓG ZAPŁAĆ!!! Niech Pan Jezus Wam wynagrodzi!

Wasz Misjonarz,

Wojciech Niścigorski SVD

Werbista

CATHOLIC CHURCH TAFETO St. John Evangelist P.O. Box 632 Goroka, EHP PAPUA NEW GUINEA

 

Stacja Misyjna - Tafeto / PNG

7 grudnia 2015

"Niech żyje Trójjedyny Bóg w sercach Waszych”

 

Szczęść Boże!

        Drodzy Misyjni Przyjaciele!

Serdecznie Was pozdrawiam!

Parę zdań z mojego misyjnego życia.

Od kilku miesięcy oczekujemy nowego biskupa w naszej diecezji Goroka. Nasz obecny biskup, Francesco Sarego - włoski werbista, bardzo dobry czlowiek!  Uważamy go za prawdziwego ojca diecezji, który wspiera nas w każdych sprawach nie tylko tych duchowych. W zeszłym roku w sierpniu skończył swoje 75 lat. Jest to czas przejścia biskupa na emerytura w Kościele Katolickim. Od tego czasu ważą się w Watykanie losy naszej diecezji, kto będzie nią zarzędzał ale więcej kierował jak prawdziwy ojciec. Takiego biskupa oczekujemy dla nas duchownych i wszystkich naszych wiernych. Ufamy, że Pan Bóg da nam własnie takiego pasterza! Spodziewamy sie, że tuż przed świętami Ojciec święty, Franciszek obdarzy naszą diecezję pięknym prezentem. Oby był to człowiek prawdziwie dobrego serca dla nas wszystkich w diecezji Goroka. Takich właśnie pasterzy potrzebuje Kościół w naszych nie łatwych przecież czasach.

Ostatnio zabrałem się do małych prac remontowych. Poprawiłem trochę moje obejście wokół domu parafialnego. Poprawiłem konkretnie płot, trochę zaczął sie już walić. Jest to ważne tutaj w PNG, bo nie rzadka zdarzają się wizyty nieproszonych gości. W tym celu mam pięknego psa, owczarka niemieckiego, wabi się Cywil. Bardzo wiernie broni w nocy moje parafialne obejście. Jak to tej pory nie miałem większych problemów.  Może dziwi Was taka sytuacja ale na mojej parafii jest kilka różnych kościołów a raczej sekt, których wyznawcy nie zawsze darzą nas Katolików swoją sympatią. Mamy też różnych ludzi na terenie parafii, którzy raczej są bardzo daleko od Pana Boga i właśnie nie rzadko są oni przyczyną częstego bólu głowy misjonarza. Dobrze, że Pan Bóg czuwa w widzialny sposób nad nami! Podaję tutaj mały przykład: Jeden na naszych miejscowch chuliganów dawał mi się ostatnio  ostro w kość. Domagał się zapłaty za drzewa wokół płotu kościła w Tafeto, które zasadził ojciec Peter van Nostrum, holenderski misjonarz, werbista  który założył parafię w Tafeto w latach szejdziesiątych. Kiedy drzewa te pięknie wyrosły i nadawały się do wycinki, na których moża całkiem dobrze zarobić, otóż ten człowiek zaczął mnie nachodzić i domagać się abym kupił te drzewa od niego. Według jego wyliczeń to właśnie on jest ich obecnym właścicielem. Wszelkie wyjaśnienia z mojej strony, że to nie on je sadził i nie jest ich właścicielem były dla niego nie do przyjęcia. Misja ma mu zpłacić za te drzewa i nie mam nic do gadania! Po nie długim czasie na terenie parafii wybychła mała wojna między dwoma klanami. Większość z nich to nie nasi parafianie. Ten nasz chuligan oczywiście wziął czynny udział w tej lokalnej potyczce. Dwóch mężczyzn poniosło śmierć a kilku było rannych. Wkrótce nasz bohater z kilkoma innymi został aresztowany przez policję. Po kilku tygodniach spędzonych w areszcie wraz z kilkoma innym aresztantami podjął próbę ucieczki. Kiedy uciekał utonął w pobliskiej rzece, która przepływa akurat  niedaleko aresztu. Nasi miejscowi ludzi zaraz domyślili się co było przyczyną jego tragicznej śmierci. Od tej pory nik nie domaga się  zapłaty za drzewa wokół naszego kościoła w Tafeto. Czasami Pan Jezus wkracza w ten czy inny sposób w obronie swoich  misjonarzy.

To tak parę tylko słów z mojego codziennego życia tutaj w PNG!

Moi Drodzy Misyjni Przyjaciele na zbliżające się Święta Bożego Narodzenia przesyłam Wam moje najlepsze życzenia/modlitwę:

„PANIE JEZU – NARODZONY W BETLEJEM DLA NASZEGO ZBAWIENIA– WSPIERAJ TYCH, KTÓRZY WSPIERAJĄ TWOJE MISYJNE DZIEŁO DLA ZBAWIENIA WSZYSTKICH LUDZI!

BŁOGOSŁAWIONEGO NOWEGO ROKU 2016!"

Pamiętam o Was na codziennej modlitwie! Dziękuję za wszelką pomoc na rzecz misji! WIELKIE, BARDZO WIELKIE BÓG ZAPŁAĆ!!!

Niech Pan Jezus Wam pobłogosławi!

Wasz Misjonarz,

Wojciech Niścigorski svd

Werbista

CATHOLIC CHURCH TAFETO St. John Evangelist P.O. Box 632 Goroka, EHP PAPUA NEW GUINEA

 

Stacja Misyjna - Tafeto / PNG

22 marca 2015

Niech  żyje  Trójjedyny  Bóg w sercach  Waszych”

 

Szczęść Boże!

        Drodzy Misyjni Przyjaciele!

Serdecznie Was pozdrawiam!

Jak przed każdymi Świętami piszę parę zdań z mojej misyjnej stacji w Papui Nowej Gwinei.

U mnie na parafii normalne misyjne życie - jeśli tak mogę powiedzieć po 17 latach tutaj w PNG. W tygodniu mam dwie Msze szkolne a w każdą sobotę spowiedź. Każdej niedzieli mam dwie Msze św. Jedną na stacji głównej i jedną na stacji dojazdowej. Mam ich trzy na mojej parafii Tafeto. Na drugiej parafii Watabung jest trochę inaczej. Mszę niedzielną mam co trzy tygodnie i na dwóch stacjach dojazdowych raz na dwa miesiące, zwykle Msza św. we środy. Ze sakramantami jest ostatnio różnie – ze spowiedzią nie jest źle, chrzest i I Komunia może być ale największy problem jest z sakramentem małżeństwa. Tutaj w PNG aby poślubić dziewiczynę najpierw trzeba ją wykupic z rodziny i  jest to zazwyczaj pare tysięcy kina/złoty zależy to od wykształcenia danej dziewczyny. Nasi kawalerowie a bardziej ich rodziny bardzo często nie posiadają wystarczającej sumy pięniedzy i sakrament małżeństwa odkłada się wtedy w czasie. Bardzo często trwa to parę dobrych lat. W PNG bardzo ważne są w małżeństwie dzieci i najlepiej jescze już przed ślubem jest kilkoro. Małżeństwo bez dzieci raczej nie ma szans na przetrwanie. Dlatego też Kościół katolicki w PNG jest przychylny aby błogosławić małżeństwa, które posiadają już dzieci co jest gwarentem ich trwałości w przyszości. W czasie każdego okresu Wielkiego Postu kładziemy nacisk na pokutę i nawrócenie. Ludzie z mojej parafii w Tafeto czasami zawstydzają mnie swoją wielkopstną postawą. Potrafią iść od buszu na parę dni aby czynić pokutę i to bez odpowiedniego miejsca do spania i jedzenia. Wielki Post to okres 6 tygodni ale nasi miejsowi ludzie lubią wszystkie sakramenty załatwiać w ostatnim tygodniu. Nie jest to najlepsze z naszego europejskiego spojrzenia ale oni tutaj w PNG mają właśnie taki zwyczaj. W tym ostatnim tygodniu Wielkiego Postu mogę się spodziewać mniej ludzi na Mszy niedzielnej i w tygodniu bo niektórzy moi parafianie będą czynić pokutę gdzieś w odległym buszu. W tym tygodniu mamy specjalny kurs dla małżeństw w naszym diecezjalnym centrum pastoralnym w Kefamo. Z mojej parafii wieźmie udział osiem par, czyli 16 osób razem z inną parafią Pundibasa, gdzie proboszczem jest polski ksiądz diecezjalny z archidiecezji warszawskiej. Nasz biskup będzie przewdniczuł temu kursowi a ja i ten polskie ksiądz będziemy mu w tym pomagać. Skończymy w sobotę aby na niedzelę Palmową być już na naszych parafiach. W tę 5 niedzielę WP obchodziliśmy na mojej parafii w Tafeto święto Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny razem  z 5 niedzielą WP. Święto to co prawda przypada we środę w tygodniu, ale ze wzgledu na to, że nasi miejsowi ludzie w tygodniu  nie za bardzo przychodzą do kościoła więc świętowailśm parę dni wcześniej, czyli w tę niedzielę. Na mojej parafii Tafeto mam prężną grupę Maryjną więc nie było kłopotu aby to święto przygotować. W sobotę po południu nasz Legion Maryjny był już gotowy do działań liturgicznych. We tę środę wybieram się aby odwiedzić małą stację boczną na mojej drogiej parafii Watubung. Musze wstać o godz 5.30 rano. Jechać samochodem ponad godzinę a później jeszcze pieszo przez busz około godziny aby dotrzeć do tej stacji – Mondo. Chcę tam dotrzeć przed Świętami aby ludzie mieli możliwość do spowiedzi świątecznej. Mamy teraz tutaj w PNG  parę deszczową. Pada nadzwyczaj dużo i bardzo, bardzo obficie. Nasze misyjne drogi są trudne do pokonania ale z Bożą pomocą jakoś to będzie. Ostatnio opony w moim samochodzie bardzo mi się zużyły i trzeba by pomyślęć nad ich wymianą. Czy moje misyjne finanse na to pozwolą? Sam nie wiem jak to będzie. We czwartek będę w Kefamo u naszego biskupa w Goroce. Znów trzeba będzie coś kupić jeśli chodzie o padstawowe artykuły do życia na mojej parafii w Tafeto.

To tak parę zdań z mojego codziennego misyjnego życia tutaj w dalekiej PNG.

Drodzy moi misyjni Dobrodzieje na zbliżające się Święta Wielkanocne przesyłam Wam moje najlepsze życzenia:

„RODOSNEGO ALLELUJA! NIECH ZMARTWYCHWSTAŁY PAN JEZUS WE WSZYSTKIM WAS WSPIERA I BŁOGOSŁAWI!”

Zapewniam o mojej osobistej modlitwie! Dziękuję za wszelką pomoc! WIELKIE, BARDZO WIELKIE BÓG ZAPŁAĆ! Niech Pan Jezus Wam to wszystko policzy w niebie!!!

Z misyjnym i kapłańskim błogosławieństwem,

Wojciech Niścigorski svd

Wasz Misjonarz - Werbista

CATHOLIC CHURCH TAFETO St. John Evangelist P.O. Box 632 Goroka, EHP PAPUA NEW GUINEA

 

Stacja Misyjna - Tafeto / PNG

5 grudnia 2014

"Niech żyje Trójjedyny Bóg w sercach Waszych”

 

Szczęść Boże!

        Drodzy Misyjni Przyjaciele!

Serdecznie Was pozdrawiam!

Tradycyjnie już przed Świętami parę słów z mojej Papui Nowej Gwinei. Dwa tygodnie temu ukończyłem wielkie malowanie w parafii. Najpierw wymalowałem mój dom parafialny z zewnątrz. W sródku nie było jeszcze takiej potrzeby. Później zabrałem się do malowania kościoła. Wnętrze wymagało już naprawdę odnowienia. Nie wiem kiedy był kościół ostatnio malowany ale musiało to być dobrych parę lat temu. Muszę przyznać, że nawet zgrabnie nam to poszło. Miałem do pomocy kilku ludzi z parafii i parę też naszej młodzieży. Wcześniej kościól był pomalowany tylko na jeden kolor. Teraz użyliśmy kilku kolorów i muszę przyznać, że nawet fajnie to wyglada. Kiedy skończyliśmy w środku pomyślałem, że za jednym zamachem trzeba też pomalować i na zewnątrz. Finansowo było już truchę krucho ale jakoś się w końcu wszystko udało. Teraz nasz kościół w Tefeto wygląda pięknie i na najbliższe 20 lat powinno to wystarczyć. W tym roku nie miałem bierzmowania na parafii a to dlatego, że w zeszłym roku biskup wybierzmował ok. 50 osób – młodzieży ale i też starszych. Jak na moją parafię była to dobra liczba. Przed Świętami chcę ukończyć I Komunię dla dzieci. Katechista zgłaszał mi, że przygotowuje obecnie dwadzieścioro dzieci. Muszę je jeszcze trochę doszkolić i przepytać aby było przygotowane jak należy. U nas w PNG Pierwsza Komunia św. wygląda raczej bardzo skromnie ale najważniejsze, że dzieci rozumieją że pod postacią chleba i wina obecny jest prawdziwy Pan Jezus, którego pragną przyjąć do swoich serc. Jeśli idzie o inne sakramenty to ostatnio pobłogosławiłem dwa małżeństwa. Jedna para żyła już ze sobą 15 lat z trójką dzieci. Druga trochę krócej bo tylko 7 lat z jednym dzieckiem. Może to wydawać się bardzo dziwne w Polsce ale tutaj w PNG błogosławimy małżeństa, kóre żyją już ze sobę przez jakiś czas i najważniejsze aby miały dzieci. Małżeństwo bez dzieci raczej nie ma szans na przetrwanie w PNG. Oczywiście można też adoptować dzieci od kogoś z członków swojej rodziny, tutaj w PNG nie potrzebne są na to żadne dokumenty, umowa jest tylko między rodzicami i jakaś uiszczona kwota pienieżna. Nie spotyka się tutaj małżeństwa bezdzietnego. Gwinejskie rodziny bardzo lubią dzieci i najlepiej jeżeli jest ich duża liczba. Nie mamy tutaj problemu z aborcją bo wszystkie dzieci są oczekiewane i co najważniejsze kochane. Z tego powodu liczba ludności w PNG rośnie bardzo szybko. Obecnie mamy w kraju ok. 7 milionów mieszkańców. Nasz wielki sąsiąd Australia jest już tym nawet trechę zaniepokojona i stara się wpływać na ogranicznie przyrostu ludności w PNG lansując te wszystkie środki dobrze znane w Europie z czym Kościól Katolicki się nie może zgodzić.  Ostatniej niedzieli byłem ze Mszą św. na mojej drugiej parafii –Watabung jakieś ok . 35 kilometrów od mojej pierwszej parafii Tafeto. Droga była raczej niezła co rzadko się tu zdarza. Jest to niewielka parafia więc nie wiele też ludzi przyszło na Mszę św. Przyznam, że parafian jest tutaj znacznie więcej ale jak to i w Polsce bywa nie wszystkim się chce przyjść na niedzielną Mszę św. W miesiącu listopadzie staram się zaszczepić parafianom z moich dwóch parafii pamięć o swoich zmarłych. Z każdym rokiem jest coraz lepiej. Drukuję im specjalne kartki gdzie mogę wypisać imiona swoich bliskich zmarłych. Każdej niedzieli odczytuję listę imion tych zmarłych i sprawuję za nich Mszę św. Kiedy już uzbieram, jak mi się wydaję, wszyskie imiona zmarłych wtedy sprawuję więcej Mszy św. czasami jest to 20 lub 30 Mszy zależnie od ilości imion zmarłych, które do mnie napłynęły. Moi parafianie moją oczywiście swoją troskę o zmarłych ale bardzo często jest to jeszcze troska pogańska, którą trzeba jakoś ukierunkować na drogę chrześcijańską. Parę dni temu rozpoczeliśmy czas adwentowy. Co prawda tutaj w PNG wygląda on inaczej niż to ma miejsce w Polsce ale mam nadzieję, że dobrze go wykorzystamy na moich dwóch parafiach. Drodzy Moi Misyjni Dobrodzieje to tak w paru słowach z misyjnego podwórka w tutaj w PNG. Na  zbliżające się Święta Bożego Narodzenia pragnę przekazać Wam moje ze serca płynące życzenia:

„Pogodnych i bardzo błogosławionych Świąt Bożego Narodzenia. Pan Jezus narodzony w Belejem niech Wam zawsze błogosławi i wspiera w codziennych życiowych sprawach. Nadchodzący Nowy Rok 2015 niech będzie dobry, lepszy i łatwiejszy od kończącego się Roku 2014! Wszystkiego najlepszego!”

         

Wielkie Bóg zapłać za Waszą modlitwę a także za każdą wspierającą mnie ofiarę! Pamiętam o Was na modlitwie!

Z kapłańskiem błogosławieństwem,

Wojciech Niścigorski svd

Papua Nowa Gwinea

CATHOLIC CHURCH TAFETO St. John Evangelist P.O. Box 632 Goroka, EHP PAPUA NEW GUINEA

 

Stacja Misyjna - Tafeto / PNG

11 kwietnia 2014

"Niech żyje Trójjedyny Bóg w sercach Waszych”

 

Szczęść Boże!

        Drodzy Misyjni Przyjaciele!

Serdecznie Was pozdrawiam!

Tak tradycyjnie już przed Świętami parę słów co u mnie słychać w tej dalekiej Papui Nowej Gwinei.

Parę tygodni temu świętowaliśmy na mojej drugiej parafii Watabung Złoty Jubileusz – 50 lat od jej założenia. Parafia ta powstała w latach szejdziesiątych. Jej pierwszym proboszczem był niemiecki werbista, taki trochę poeta i marzyciel. Ja obiąłem ją w 2007 roku jako drugą dojazdową parafię obok parafii Tafeto, na której na stałe mieszkam.  Obowiązkowo zaprosiliśmy naszego biskupa bo takie uroczystości tutaj w PNG to bardzo ważna sprawa. Kilka tygodni trwały przygotowania, nie obyło sie bez różnych trudności jak zwykle finansowych ale w końcu wszystko udało się jakoś ogarnąć. Najpierw była bardzo uroczysta Msza św. z procesjami, darami ofiarnymi, pięknym śpiewem i tradycyjnymi strojami. Po dwóch godzinach zrobiliśmy sobie wspólne zdjęcie z biskupem a potem rozpoczeły się przemowy, które tutaj w PNG są bardzo ważne. Przemawiali nasi miejscowie liderzy, oczywiście też biskup a także ksiądz proboszcz. W tym celu została wcześniej wybudowana na zewnątrz kościoła specjalna secena. Po długich nieco już przemowach odbyło sie wręczanie różnych prezentów i prezencików a potem miała miejsce najważniejsza część świętowania – wspólny posiłek. Oczywiście parę świnek straciło wcześniej życie i raczyliśmy się ich mięsem, warzywami i owocami. Na samym końcu był też jubileuszowy tort, który został pokrojony na wiele malutkich części tak aby jak największa liczba parafian mogła go spróbować. Pogoda nam w tym dniu akurat dopisała więc bardzo przyjemnie świętowaliśmy aż do poźnego popołudnia.

        Codzienna praca duszpasterska idzi swoim zwykłym torem. Chociaż ostatnio mieliśmy trochę więcej niż zwykle chrztów i pierwszej Komuni św. dzieci. Ze starszymi jest już o wiele gorzej, szczególnie jeśli idzie o sakrament małżeństwa. Największy problem mamy jednak z młodzieżą  - uczestnictwo we Mszy św. i przyjmowanie sakramentów. Raczej trudno z tym sobie poradzić. Myślę, że nasza młodzież żyje już w innym świecie – filmów, internetu, mediów a tam raczej nie wiele jest miejsca dla Pana Boga i Kościoła.

        Ostatnio zabrałem się za prace porządkowe wokół domu. Posadziłem też trochę nowych drzew wokół ogrodzenia. Mam do pomocy takie dwie starsze kobiety, które również zajmują sie moim przydomowym ogródkiem. Przez cały rok pełno w nim pięknych kwiatów. Naprawiłem też drewnianą konstrukcję pod zbiornik na ciepłą wodą, który stoi na dachu i połączony jest z baterią słoneczną. Zamyślam aby odmalować mój dom parafialny – przynajmniej trochę z zewnątrz. Mam już nawet pomocników ale jak to w takich sytuacjach bywa muszę to chyba odłożyć na późniejszy czas ze względów finansowych. Za to na mojej drugiej parafii Watabung udało mi się z pomocą finansową z diecezji zrobić niezbędne naprawy. Kiedy świętowaliśmy złoty jubileusze tej parafii biskup widział jaki jest stan domu i kościoła. Później kiedy zwróciłem się do niego z prośbą o pomoc nie stwarzał żadnych problemów.

          Ostatnio byłem świadkiem takiego wydarzenia na drodze. Samochód ciężarowy przewożąc kontenery uległ wypadkowi. Okoliczni ludzie z siekierami rozbili te kontenery i zanim zdążyła przyjechać policja połowa towarów została już rozkradziona. Od pewnego czasu zrobił się taki zwyczaj na drodze i coraz więcej firm przewozowych wynajmuje ochronę aby chronić przewożone towary. Czasami i to nie pomaga. Mam nadzieję jednak, że ta plaga zostanie jakoś opanowana.

             To tak parę zdań z mojego codziennego misyjnego życia.

             Drodzy Przyjaciele misji na zbliżające się szybko Święta Wielkanocne przesyłam Wam moje serdeczne życzenia:

„DOBRYCH, POGODNYCH I BARDZO BŁOGOSŁAWIONYCH ŚWIĄT WIELKANOCNYCH!

 Z MOCĄ ZAMRTWYCHWSTAŁEGO JEZUSA POKONUJMY NASZE CODZIENNE TRUDNOŚCI – ALLELUJA!”

Zapewniam o mojej modlitwie! Dziękuję za Waszą pomoc! WIELKIE BÓG ZAPŁAĆ!!!

            Z kapłańskim błogosławieństwem,

Wojciech Niścigorski svd

            Wasz Misjonarz - Werbista

CATHOLIC CHURCH TAFETO St. John Evangelist P.O. Box 632 Goroka, EHP PAPUA NEW GUINEA

 

Stacja Misyjna - Tafeto / PNG

18 grudzień 2013

"Niech żyje Trójjedyny Bóg w sercach Waszych”

 

Drodzy moi Misyjni Dobrodzieje,

Serdecznie Was pozdrawiam!

Pare słów co słychać na mojej parafii w PNG.

Obecnie w PNG mamy parę deszczowa ale pada bardzo dużo jak na tę porę roku. Widocznie nawet tutaj w PNG klimat się zmienił i wszystko jest inaczej nież do tej pory. Utrudnia to w dużej mierze paracę duszpasterską ale nic nie mogą na to poradzić. W zeszłym tygodniu na przyklad chowałem małego chłopca. W czasie obrzedów na cementarzu tak padła, że z trudnością pochowaliśmy go do grobu. Chłopiec ten, ministrant 8 lat, w niedzielę rano jeszcze slużył do Mszy św. a wieczorem już nie żył. Po Mszy św. ze swoim rówieśnikiem najadłu sie dzikej fasoli, która okazała sie bardzo trująca. Jego kolega miał więcej szczęścia gdyż zjadł jej mniej i dzięki temu przeżył. Pogrzeb był bardzo przygnębiający, jego rodzina bardzo rozpaczała, ale w takim trudnym czsie nie wiele moglem udzielić im poczeszenia.

Parę tygodni temu powstała u mnie na parafii grupa skupiająca mężczyzn tzw. grup blg ol man. Wiele razy probowałem wcześniej powołać taką grupę do istnienia ale nigdy mi się to nie udawało. A tu proszę  jedno spotkanie w diecezji i jest teraz taka grupa na parafii. Myślię, że jest to owoc działanie Ducha św. wyproszonego przez tych wszystkich, którzy modlą sie nieustannie w intencji pracy misyjnej Kościoła. Grupa ta skupia tylko samych mężczyzn. Z kobietami raczej nie ma większych problemów aby przyciągnąć ich do Boga i Kościoła. Z mężczyznami problemy są ale chyba nie tylko tutaj w PNG.

Jak już wspominałem pada u nas teraz bardzo dużo, więc nasze misyjne drogi są w bardzo kiepskim stanie. Ostanio z pomocą paru chłopców z parafii udało mi sie naprawić naszą drogę do parafii w kilku miejscach. W Polsce to chyba nawet  trudno sobie wyobrazić, że po takiej drodze może poruszać się samochód, ale tutaj na misjach jest to raczej coś normalnego. Całe szczęście, że ktoś wymyśłił samochód z napędem na cztery koła i jakoś sobie radzę.

W zeszyłym tygodniu nasza główna droga do górskiej części PNG  została zablokowana przez wielkie osuwisko ziemi. Bardzo padało przez parę ostatnich dnii i wystąpił tzw. landslide, czyli ziemia z pobliskiej góry osuneła się na drogę. Dziewięcioro ludzi  zostało pogrzebanych żywcem a także wiele domostw  zostało zniszonych. Była interwencja naszego prowincjalnego rządu ale jak zwykle bywa w takich sytucjach  okazała się dużo spóźniona i  bardzo nie wystarczająca. Droga do użytku została przywrócona ale smutek i ból tych, którzy w tej katasrofie stracili swoich bliskich do końca nie został utajony. Ludzie domagali się jakiejś pomocy od rządy ale na obietnicach raczej to się wszystko kończy. Tak to właśnie po trochu wygląd codzienne życie w naszym kraju misyjnym Papui Nowej Gwinei.

Z okazji zbliżających się już szybko Świąt Bożego Narodzenia pragnę przekazać Wam Wszystkim moje najlepsze życzenia:

„Niech Zbawiciel zrodzony w Betlejem będzie Waszą siłą i nadzieją na najbliższą przyszłość!

Radosnych i pogodnych Świąt Bożego Narodzenia oraz dobrego Nowego Roku 2014!”

Moi Misyjni Przyjaciele bardzo dziekuje za Wasze wsparcie! Niech Pan Jezus Wam to wynagrodzi! Wspieram Was moja kapłańską modlitwą!

Z Panem Bogiem,

Wojciech Niscigorski svd

Werbista

CATHOLIC CHURCH TAFETO
St. John Evangelist
P.O. Box 632 Goroka, EHP
PAPUA NEW GUINEA



Stacja Misyjna - Tafeto / PNG

7 kwietnia 2013

"Niech żyje Trójjedyny Bóg w sercach Waszych”

 

        Drodzy Misyjni Przyjaciele,

Serdecznie Was pozdrawiam z mojej parafii Tafeto!

Piszę Wam parę słów co słychać ostatnio w mojej pracy misyjnej.

Budowę kaplicy w Openga ukończyliśmy kilka miesięcy temu. Ale dopiero teraz udała nam się ją poświecić. Powodem było to, że moi parafianie nie byli jeszcze na to gotowi. W  PNG wygląda to zupełnie inaczej niż nam się to wdaje w Polsce.  Najpierw trzeba było zgromadzić kościelnych liderów ze stacji bocznej Openga i tak im to przedstawić, ze to poświecenie nowej kaplicy  jest  konieczne. Później trzeba było to samo uczynić z parafialnymi liderami bez których pomocy byłoby to trudne do zrealizowania. Kiedy udało nam się to wreszcie usiągnąc mogliśmy teraz podjąć konkretne kroki jeśli idzie o przygotowanie samej uroczystości. Najpierw na forum  rady parafialnej przygotowaliśmy ogólny program uroczystości. Oczywiście było to pole do różnych wizji, ale ja jako proboszcz musiałem studzić większość podejmowanych pomysłów. Po długiej dyskusji doszliśmy wreszcie do porozumienia, że nasza uroczystość nie może być ani zbyt bogata, jej czas przypadał na okres Wielkiego Post, ani zbyt uboga, mieliśmy tu na uwadze święto parafii i świadectwo wobec licznych małych wyznań, których na terenie parafii jest dość sporo. Po przygotowaniu ogólnego programu trzeba było teraz przejść od konkretów czyli: każda stacja boczna, a jest ich cztery na parafii, miała zebrać środki pieniężne na przygotowanie uroczystość a także przygotować pewne punkty liturgicznego program. Z tym ostatnim nie było raczej większego problemu. Dzień uroczystości wyznaczyliśmy na 15 marca. Wszyscy z rady parafialnej uznali, ze jest to dobry czas, jest to akurat czas po zbiorze kawy, wiec nie powinno być większych problemów dla parafian aby dołożyć się do ustalonej wcześnie kontrybucji. W miedzy czasie zaprosiłem naszego biskupa, który oznajmił mi, że pomimo rożnych obowiązków takie pastoralne wydarzenia w diecezji zawsze stawia na pierwszym miejscu. W przededniu samej uroczystości nasza nowa kaplica w Openga została odświętnie udekorowana. W tym celu kupiłem trochę dekoracji ze sklepu a ludzie z Openga dopełnili swoją dekoracja z buszu.  Mój  katechista przygotował też kilka osób do bierzmowania aby załatwić sakramentalne sprawy za jednym zamachem, kiedy biskup będzie obecny z Opegna. Program liturgiczny Mszy św. został podzielony na wszystkie stacje dojazdowe, oczywiście stacja Openga wiodła w tym główną rolę. Kiedy nadszedł dzień naszych  uroczystości poprzedniego dnia modliłem się wiele aby tylko nie padło. Jest to akurat para deszczowa i pada całkiem dość często i dużo. Pan Bóg jak zwykle okazał się miłosierny i deszcz  nie padał poprzedniej nocy. Nasz biskup spóźnił się trochę na Mszę św. ale nie ma się co tu dziwić. Jechał przecież po buszowej drodze i trochę chyba przeliczył się z czasem i swoimi  umiejętnościami kierowcy. Mszę św. rozpoczęliśmy od procesji, którą poprowadził Legion Maryjny w tradycyjnych papuaskich strojach. Przed wejściem do kaplicy biskup uderzał trzykrotnie w drzwi swoja laska biskupią, aby uświadomić wiernym z Openga, że ten dom przez niech wybudowany pragnie poświęcić i  konsekrować Panu Bogu. Odpowiedź wiernych na biskupie stukanie do drzwi była ich radosnym wyrażeniem: "Chcemy abyś to uczynił!"  Później Msza św. przebiegała już normalnie z uroczystą procesja z Biblią i procesją z darami, gdzie wniesiono przy śpiewach i tańcach dary ofiarne  - wszelkie warzywa i owoce. Duża liczba wiernych przyjęła później Komunię św. Spora liczba parafian przybyła z  pozostałych stacji bocznych, chociaż odległości nie były takie małe. Wcześniej w ogłoszeniach zachęcałem aby  było to świętowanie całej naszej wspólnoty parafialnej.  Cała oprawa liturgiczna Mszy św. została przekazana młodzieży z  głównej stacji w  Tafeto, która wykazała sie w tym bardzo dużą  odpowiedzialnością. Po Mszy św. jak to już w tradycji nowogwinejskiej bywa odbyły się liczne przemówienia na specjalnie wybudowanej ku temu trybunie. Na  placu przy trybunie zgromadzili się nasi wszyscy wierni, którzy nawet uważnie się wsłuchiwali. W czasie przemów dziękowano biskupowi za przybycie i poświęcenie kaplicy a także proboszczowie, czyli mnie, za zorganizowanie finansowej pomocy w budowie tejże kaplicy. Po licznych przemówieniach miał miejsce tradycyjny papuaski posiłek, czyli tzw. mumu. Najpierw rozdzielono posiłek dla naszego Biskupa i specjalnie zaproszonych gości, aby mogli nabrać nieco sił po przydługich nieco uroczystościach. Później rozdzielono żywność dla wszystkich zebranych wiernych, którzy licznie uczestniczyli w uroczystościach poświęcenia kaplicy w Openga. Jak oni to sprawiedliwie dokonali sam nie wiem. Według mnie ponad 300 osób uczestniczyło we Msze św., liczba zaś wszystkich wiernych w Openga sięga jakieś 50-60 osób. Świń, które straciły życie na skutek naszego świętowania było raptem cztery. Jak to dobrze, że Duch Boży  umiał dopełnić tego czego my  nie byliśmy w stanie uczynić!

 Drodzy Misyjni Przyjaciele, raz jeszcze gorąco pozdrawiam! Niech Zmartwychwstały Pan Jezus Wam błogosławi i wynagrodzi za wszelką okazaną pomoc!

         Z Panem Bogiem!

         Wasz misjonarz,

Wojciech Niścigorski - Werbista

CATHOLIC CHURCH TAFETO
St. John Evangelist
P.O. Box 632 Goroka, EHP
PAPUA NEW GUINEA



Stacja Misyjna - Tafeto / PNG

12 kwietnia 2012

"Niech żyje Trójjedyny Bóg w sercach Waszych”

 

 Drodzy Misyjni Przyjaciele,

Pozdrawiam serdecznie  z mojej misji w Papui  Nowej  Gwinei!

Chciałbym tym razem napisać Wam o nowej kaplicy, którą właśnie buduję na jednej stacji bocznej - Openga. Jest to moja najmniejsza stacja dojazdowa z pośród czterech, które posiadam na parafii. Kilka lat temu parafianie w Openga sami wybudowali mała kaplicę. Kaplica ta została wybudowana z materiały jaki był dostępny w pobliskim buszu, a więc drzewo, kunai tj. taka długa trawa, która doskonale nadaje się na pokrycie dachu, blain, to takie maty plecione z  grubej trawy na pokrycie ścian i trochę desek na ołtarz i ławki. Kaplica ta służyła przez parę dobrych lat ale powodu częstych opadów deszczu i mocnego słońca powoli zaczynała się już rozpadać. Na początku planowaliśmy ją trochę podreperować ale po dokładnych oględzinach okazało się, że już nie ma właściwie co reperować, wszystko zaczynało się już walić. Po naradzie z kościelnym liderami postanowiliśmy, że wybudujemy nową kaplicę. Na samym początku wszyscy byli bardzo entuzjastycznie nastawieni do tego projektu, ale kiedy przyszło do zbiórki pieniędzy na budowę nowej kaplicy to ten ich entuzjazm bardzo szybko się ulotnił. Według naszych początkowych kalkulacji nowa kaplica miała kosztować ok. 14.000 kina ale w końcowych rozliczeniach jej koszt wyniósł ok. 20.000 kina. Moi parafianie na samym początku zaczęli bardzo optymistycznie zbierać potrzebne środki na nową kaplicę. W sumie nie jest ich tam wielu i po kilku miesiącach uzbierali 1.700 kina i w końcu stwierdzili, że już nie są w stanie uzbierać nic więcej. Prawdę mówiąc w pełni  się z nimi zgodziłem, bo sam widzę, że są to bardzo biedni ludzi i uzbieranie większej sumy będzie już zdecydowanie ponad ich siły. Moi wierni w Openga w większości są przybyszami z sąsiedniej prowincji Chimbu, nie mają tutaj własnej ziemi by uprawiać kawę, co jest głównym dochodem miejscowych ludzi, nie maj więc żadnego stałego dochodu aby zaoszczędzić jakieś pieniądze. Jedyne nie wielkie środki jakie moją, to ze sprzedaży owoców i warzyw na przydrożnych targowiskach. Od samego początku wiedziałem, że przy budowie nowej kaplicy nie mogę raczej wiele oczekiwać od moich parafian. Zaufałem w Bożą opatrzność i pomoc dobrych ludzi. Najpierw zwróciłem się do  mojego biskupa, który ofiarował pewną pomoc, ale nie była ona wystarczająca aby pokryć koszty całej naszej kaplicy. Postanowiłem więc napisać do Misyjnej Prokury w Pieniężnie, która wspiera misjonarzy werbistów w różnych misyjnych projektach. Otrzymałem prawie natychmiastową odpowiedź, że Prokura Misyjna wraz z Referatem Misyjnym w Pieniężnie prowadzą właśnie misyjną akcję „Blachy na misyjne dachy” i są gotowi wspomóc budowę naszej kaplicy, tj. pokrycie dachu i ścian blachą falistą. Po otrzymanie finansowej pomocy z Polski mogliśmy wreszcie rozpocząć budowę naszej misyjnej kaplicy. Najpierw trzeba było znaleźć fachowca – dobrego cieślę, który by prowadził tę budowę a także kilku pomocników. Z tym już nie było problemu, cieśla i kilku pomocników znalazłem w Tafeto na moje głównej stacji, wierni zaś z Openga zobowiązali się pomagać w czym tylko można. W ciągu tygodnia przygotowali i wyrównali ziemię, która usytuowana  jest obok starej rozwalającej się już kaplicy. Zebrali także dużo kamieni i piasku  z rzeki na położenie fundamentu i przenosili to wszystko na własnych plecach. Do miejsca budowy nie można podjechać bezpośrednio samochodem, jakieś 300 metrów trzeba przejść pieszo. Nie było z tym większych problemów bo moi parafianie byli zawsze gotowi aby przenieść przywieziony przeze mnie materiał budowlany. Powoli zbliżamy się już do ukończenia budowy naszej kaplicy. Pozostało nam już tylko malowanie i zrobienie prostych ławek.

Zastanawiamy się już  nad datę jej poświęcenia w typowy nowogwinejski sposób. Będzie to gdzieś w maju przed wyjazdem naszego biskupa do Rzymu  na spotkanie z Papieżem. Na pewno najpierw będzie bardzo uroczysta Msza konsekracyjna pod przewodnictwem biskupa a później już wielkie świętowanie: z pewnością kilka świnek straci życie, będą przygotowane w tradycyjny gwinejski sposób, tzw. mumu. Będą też uroczyste procesje i śpiewy, a także specjalnie zaproszeni goście – kościelni i miejscowi liderzy. Nie obejdzie się także bez długich okolicznościowych przemówień, bo to należy do miejscowego zwyczaju. Jak to wszystko wyglądało opiszę Wam już a następnym liście.

Zapewniam o mojej modlitewnej pamięci! Bardzo dziękuję za Wasze modlitwy i każdą ofiarę wspierającą moją misyjną pracę tutaj w dalekiej Papui Nowej Gwinei!

           Niech Zmartwychwstały Jezus Wam to wszystko wynagrodzi!

            Z Panem Bogiem,

Wojciech Niścigorski svd

            Misjonarz - Werbista

CATHOLIC CHURCH TAFETO
St. John Evangelist
P.O. Box 632 Goroka, EHP
PAPUA NEW GUINEA



Stacja Misyjna - Tafeto / PNG

8 grudnia 2011

"Niech żyje Trójjedyny Bóg w sercach Waszych”

 

                Moi Drodzy Misyjni Przyjaciele,

Serdecznie pozdrawiam z mojej misyjnej stacji w Papui Nowej Gwinei!

                Ostatnio zabrałem się za prace budowlane na parafii. Na jednej stacji bocznej Openga rozpocząłem budowę kościoła. Początkowo myślałem o naprawie starego kościółka, ale w sumie nie miało to już sensu. Wszystko zaczęło się już walić i naprawa nie wiele by już pomogła. Kościółek ten zbudowany był przed kilku laty z buszowego materiału i wygląda na to, że to był już jego koniec. Wraz z Radą Parafialną zdecydowaliśmy się na budowę nowej i solidnej kaplicy aby służyła już na wiele lat. Moi parafianie z Openga zrobili składkę i udało im się uzbierać ok. 400 kina, tj. jakieś 1000 zł. Jak na warunki tej małej wspólnoty to całkiem ładna kwota ale to była tylko kropelka w morzu naszych potrzeb. Jak zorientowałem się później koszt naszej kaplicy miał wynieść ok. 16.000 kina. Pewną kwotą wspomogła nas Prokura Misyjna z Pieniężna, która wspiera werbistowskich misjonarzy. Bardzo im za to dziękujemy! Jak dowiedziałem się od Ojca Prokuratora mają teraz takie misyjny projekt  - „Blachy na misyjne dachy”  i to odpowiadało naszej prośbie. Mam nadzieję, że Pan Bóg pobłogosławi jeszcze naszemu projektowi i znajdą się potrzebne finanse aby ten projekt ukończyć. Chcielibyśmy ukończyć tę kapliczkę na początku przyszłego roku w lutym lub może w marcu. Chcemy wówczas poprosić naszego biskupa aby ją poświęcił podczas uroczystej Mszy św. Na pewno moi parafianie ze stacji Openga przygotują tradycyjny papuaski posiłek, tj. mumu – świnka pieczona z różnymi warzywami w specjalnym dole na gorących kamieniach. Posiłek ten jest przygotowywany tylko na specjalne uroczystości. Mama nadzieję, że uda nam się do końca dobrze wszystko zrealizować tak jak to sobie zamierzyliśmy zaczynając budowę kaplicy w Openga.

                Na innej stacji bocznej Yamiufa rozpocząłem remont kościoła. Trochę pomalowaliśmy w środku, pewne drewniane części na dachu trzeba było wymienić, pomalowaliśmy też drzwi i wszystkie okna. Zabieramy się teraz aby wymalować zakrystię a także główny ołtarz i wszystkie ławki. Może uda nam się także pomalować dzwonnicę i zrobić brakujące ławki, ale to już w najbliższej przyszłości. Moi parafianie ze stacji Yamiufa w większości złożyli się na ten remont ale pewna część została także przypisana proboszczowi, czyli mnie. Moi Papuasi ciągle jeszcze mocno wierzą, że biały misjonarz zawsze ma do dyspozycji jakieś pieniądze. Może tak było w przeszłości ale obecne czasy są już zupełnie inne w co moi Papuasi nie chcą wcale wierzyć. Myślę, że przed Bożym Narodzeniem uda nam się zakończyć ten remont  abyśmy mogli świętować nadchodzące Narodzenie Jezusa w Betlejem w odnowionym już kościele.

                W ostatnią niedzielę Chrystusa Króla miałem kilka chrztów a także pobłogosławiłem uczniów klas ósmych z naszej szkoły podstawowej przed ich czterodniowym egzaminem, który rozpoczynają w tym tygodniu. Tutaj w PNG system szkolny jest nieco inny niż w Polsce: wakacje rozpoczynają się w grudnia i trwają do końca stycznia. Po egzaminach uczniowie klas ósmych posyłani są do szkoły średniej przez lokalne władze edukacyjne. Niektórzy uczniowie, zwłaszcza ci słabsi nie mają już szans na dalszą edukację. Często też kontakty ojca czy matki decydują o tym  czy ich syn-córka pójdzie do lepszej czy gorszej już szkoły średniej. Stwarza to niestety pole do przekupstwa, co tutaj PNG nie jest postrzegane jako jakieś wielkie zło.

                Ostatnio w naszej diecezji Goroka koncentrujemy się nad pastoralny planem: „Jezus-centrum naszego życia”. Czy uda nam się zrealizować go w naszej  parafii Tafeto sam nie wiem, ale na pewno przyłożymy się to tego planu bardzo poważnie. Plan ten jest na trzy lata 2011 -2013. W przyszłym roku mamy tutaj w PNG wybory do parlamentu co na pewno przyczyni się do opóźnienia realizacji tego diecezjalnego planu. Czas kampanii wyborczej, samych wyborów a szczególnie czas po wyborach tutaj w PNG jest nie najlepszym okresem do  jakiejkolwiek pracy pastoralnej. Mamy wtedy wielu problemów gdyż wielu kandydatów nie chce się pogodzić ze swoją przegraną. Dochodzi wtedy do małych lokalnych wojen, które niestety pochłaniają ofiary.

Drodzy Misyjni Przyjaciele z okazji zbliżających się Świąt Bożego Narodzenia pragnę przekazać Wam tradycyjnie moje najlepsze życzenia:

Niech Jezus-nasz Zbawiciel narodzony w Betlejem-będzie Waszą siłą na obecne nie łatweczasy! Radosnych i błogosławionych Świąt Bożego Narodzenia oraz dobrego i mimo wszystko pomyślnego Nowego Roku 2012!”

Zapewniam o mojej modlitewnej pamięci! Pamiętajcie także o mnie i moich Papuasach!

Z Bogiem!

Wasz misjonarz,

Wojciech Niścigorski SVD – Werbista

CATHOLIC CHURCH TAFETO St. John Evangelist P.O. Box 632 Goroka, EHP PAPUA NEW GUINEA

 

Stacja Misyjna - Tafeto / PNG

30 marca 2011

"Niech żyje Trójjedyny Bóg w sercach Waszych”

 

Drodzy Przyjaciele Misji,

Serdecznie pozdrawiam z mojej parafii misyjnej w Papui Nowej Gwinei!

        Na początku marca odwiedziłem trzy stacje boczne w dalekim buszu – po jednej w każdym tygodniu. Do pierwszej stacji mogłem prawie dojechać samochodem. Chociaż po ostatnich obfitych opadach deszczu droga była bardzo zła. Niewielką część drogi musiałem odbyć na piechotę. Ludzie wcześniej poinformowani przez katechistę czekali na moje przybycie. Jak zwykle odprawiłem Mszę św., wcześniej zaś wysłuchałem spowiedzi. Katechista nie przygotował tym razem żadnych sakramentów więc miałem sporo czasu aby porozmawiać z ludźmi. Jak zwykle opowiadano mi o swoich codziennych problemach a ja  starałem się uważnie wszystkiego wysłuchać chociaż nie wiele mogłem pomóc. Drugą stację boczną odwiedziłem we Środę Popielcową. Ludzie czekali na mnie już od rana. Jest to niewielka stacja więc liczba wiernych nie była zbyt duża. Nie wszyscy zresztą też przyszli ze względu na wysoki poziom wody w pobliskiej rzece, przez którą trzeba przejść aby dostać się do kościoła. W czasie Mszy św. było tradycyjne posypanie głów popiołem. W kazaniu mówiłem o znaczeniu Wielkiego Postu jako pracy nad  naszym nawróceniem. Mam nadzieją, że moi Papuasi słuchali uważnie i dobrze wykorzystają ten Wielki Postu na przygotowanie się do świąt Wielkanocy. Trzecią stację boczną odwiedziłem tydzień temu. Wstałem wcześnie o godzinie 5 rano kiedy jeszcze było ciemno. Ze względu na to, że droga którą miałem się udać nie jest  często używana przez inne pojazdy zabrałem więc ze sobą dobrą łopatę, maczetę i siekierę. Nauczony doświadczeniem z przeszłości dobrze wiem, że narzędzia te są niezbędne kiedy trzeba wybrać się w daleką podróż do buszu. Całe szczęście, że poprzedniego wieczora nie padało, o co usilnie prosiłem Pana Boga w modlitwie, droga więc była możliwa do przejazdu jak na obecną deszczową porę. Na miejsce dotarłem o koło godziny 9 rano. Moi parafianie już na mnie czekali więc jak zwykle przystąpiłem do słuchania spowiedzi a później do odprawienia  Mszy św. Trochę tym razem musiałem się pospieszyć bo wielkie deszczowe chmury zaczęły zbierać się nad nami. Gdyby wcześnie popadało to droga powrotna byłaby prawdziwą męką. Całe szczęście, że deszcz przyszedł dopiero popołudniu kiedy byłem już u siebie na stacji głównej w Tafeto. Następny termin na odwiedzenie tychże stacji będzie dopiero  po Wielkanocy. Mam nadzieję, że pogoda będzie o wiele lepsza niż obecnie. Czasami zastanawiam się dlaczego Pana Bóg nie daje nam tutaj lepszej pogody, tzn. mniej deszczu, przecież można byłoby wtedy więcej zdziałać misyjnie dla naszych Papuasów, ale jakoś do tej pory  nie znajduję  na to zadowalającej odpowiedzi.

        Na mojej stacji głównej w Tafeto, tam gdzie mieszkam na stałe, mieliśmy wizytę Legionu Maryjnego z mojej byłej parafii Mingende, z sąsiedniej diecezji Kundiawa. Nasz parafialny Legion przygotowywał się do tej wizyty od kilku tygodni. Przyjechała grupa 40 osób we czwartek po południu tj. 24 marca. Jako, że wszystkie większe uroczystości kościelne obchodzi się tutaj w Papui tylko w niedzielę, w tygodniu nie wiele ludzi przychodzi do kościoła, więc w niedzielę 27 marca mieliśmy wielkie świętowanie uroczystości Nawiedzenia NMP. W piątek i sobotę mieliśmy rekolekcje dla obu Legionów, był też tradycyjny gwinejskie posiłek tzw. mumu, a każdego wieczora miała miejsce projekcja filmów religijnych w kościele. Ostatnio nasza diecezja zakupiła projektor do wyświetlania filmów na dużym ekranie, więc była dobra okazja aby go wykorzystać na moje parafii. Pierwszym pokazanym filmem była Bernadette z Lourdes, który bardzo się wszystkim podobał.

        W naszej diecezji Goroka na początku marca rozpoczęliśmy nowy trzyletni plan pastoralny – „Jezus - centrum naszego życia.” Pierwszym stopniem wprowadzenia tegoż planu na wszystkich parafiach miała być informacja o samym planie co miało miejsce na mojej parafii w pierwszą niedzielę Wielkiego Postu. Następnym krokiem będą rekolekcje wielkopostne. Rekolekcje te będą miały trochę inną formę od tej znanej w Polsce w czasie Wielkiego Postu. Specjalny zespół świeckich ludzie z parafii udzieli tychże  rekolekcji w poszczególnych wspólnotach na terenie naszej parafii. Moją rolą będzie odprawienie Mszy św. ze specjalnym kazaniem w każdej wspólnocie na zakończenie tychże rekolekcji. Obecnie trwają przygotowania do rekolekcji i mam nadzieją, że wystartują one w mojej parafii już niebawem. Po Świętach Wielkanocnych od Biskupa otrzymamy dalsze instrukcje odnośnie realizacji naszego planu pastoralnego. Każda parafia otrzymała też specjalną modlitwę o powodzenie tegoż planu, którą odmawiamy wspólnie na zakończenie każdej niedzielnej Mszy św. Wszyscy mamy nadzieją, że ten plan pastoralny przyczyni się od odnowy i umocnienia wiary naszych Papuasów.

        Kończąc te  parę zdań o mojej aktualnej misyjnej posłudze tutaj w PNG raz jeszcze serdecznie Was pozdrawiam!

Na  zbliżające się Święta Wielkanocne przesyłam moje najlepsze życzenia:

„PAN JEZUS ZMARTWYCHWSTAŁY NIECH WAS WSPIERA I ZAWSZE BŁOGOSŁAWI!

WESOŁEGO ALLELUJA!”

 Zapewniam o mojej modlitewnej pamięci! Bardzo dziękuję za Wasze modlitwy i każdą okazaną pomoc!

            Z misyjnym  błogosławieństwem,

Wojciech Niścigorski – Werbista

CATHOLIC CHURCH TAFETO St. John Evangelist P.O. Box 632 Goroka, EHP PAPUA NEW GUINEA

 

Stacja Misyjna - Tafeto / PNG

17 grudnia 2010

"Niech żyje Trójjedyny Bóg w sercach Waszych”

 

Drodzy Przyjaciele Misji,

Serdecznie pozdrawiam z mojej parafii misyjnej w Papui Nowej Gwinei!

U nas przez kilka miesięcy była straszna susza. Nie było deszczu a słońce było bardzo ostre. Wszystko wyschło dookoła. Najgorsze, że ludziom powysychały słodkie ziemniaki i warzywa na polach. Ostatnio coraz częściej narzekali na brak jedzenia. Żywność w sklepach jest za droga dla wielu. Od dwóch tygodni zaczęło wreszcie padać. Mam nadzieję, że będzie padało solidnie bo ziemia potrzebuje dużo wody. Źródłem wody pitnej w PNG jest woda deszczowa. Kiedy była susza mój zbiornik na wodę opróżnił się do dna. Teraz z każdym dniem nabiera wody. Okazuje się, że muszę kupić nowy zbiorniki bo pełno w nim dziur. Roślinność po deszczu zaczyna przybierać  naturalny zielony kolor. Dobra wiadomość dla naszych ludzi. Z ich poletek wreszcie będą słodkie ziemniaki i inne warzywa. To podstawowe jedzenie dla naszych Papuasów.

Kilka tygodni temu miałem na parafii bierzmowanie. Do przyjęcia sakramentu Ducha św. katechista przygotował 25 osób. W ramach przygotowania otrzymali nowy katechizm, który ostatnio został specjalnie przygotowany dla Kościoła w Papui Nowej Gwinei. W czasie Mszy biskup poświęcił te katechizmy a także zachęcał bierzmowanych i wszystkich parafian do kroczenia drogą wiary w codziennym życiu. Nowy katechizm ma im w tym pomóc. Obecnie na parafii mamy kursy katechizmu dla parafian. Okazuje się, że wielu nie zna podstawowych praw wiary, nie mówiąc już o ich przestrzeganiu.

W najbliższym czasie wybieram się odwiedzić trzy stacje boczne, które znajdują się daleko w buszu. Do dwóch stacji prawie dojadę samochodem, do ostatniej zaś dotrę tylko na piechotę. Przy ostatnich opadach deszczu droga będzie chyba nie najlepsza ale dam sobie jakoś radę. Mam mocne długie buty, którym błoto nie nowina. Ufam, że przed świętami katechiści przygotują niektórych parafian do niektórych sakramentów świętych. Ostatnio kiedy odwiedzałem te stacje w kazaniach kładłem duży nacisk na wartość sakramentów świętych w życiu chrześcijanina. Najpewniejsza to przecież droga do zbawienia.

W najbliższym czasie szykuje mi się naprawa kościoła na jednej stacji bocznej, a właściwie małej kapliczki. Kiedy mówiłem o tym z parafianami zauważyłem, że oni raczej liczą na pomoc misjonarza. Nie wiem jak to będzie z tym remontem bo u mnie kasa świeci pustkami. Może Pan Bóg sprawi, że jacyś dobrzy ludzie pomogą. Pozostaje mi tylko ufność w Bożą opatrzność. Chciałbym jednak aby moi parafianie się zaangażowali.

W miesiącu listopadzie na parafii mamy żywą tradycję modlitwy za zmarłych. Parafianie spisują nazwiska swoich zmarłych, składają ofiary a ja co roku odprawiam trzydzieści Mszy za zmarłych polecanych w Mszach listopadowych. Nie wszyscy jeszcze to czynią ale z roku na rok jest coraz lepiej. W Nowej Gwinei ogólnie żywa jest pamięć o zmarłych ale w wielu wypadkach jest to nawiązanie do tradycji z przeszłości, czyli praktyk pogańskich. My misjonarze staramy się to kierować na drogi chrześcijańskie ale wymaga to jeszcze dużo czasu.

 Na  zbliżające się już niebawem święta Bożego Narodzenia  pragnę  przekazać moje najlepsze życzenia:

„Pogodnych i błogosławionych Świąt Bożego Narodzenia. Niech Dzieciątko Jezus napełni Was duchową siłą! Szczęśliwego Nowego Roku 2011!”

           Wielkie Bóg zapłać za modlitwy w moje intencji i pomoc materialną! Zapewniam o modlitewnej pamięci!

         Z misyjnym błogosławieństwem,

Wojciech Niścigorski svd

         Misjonarz – Werbista

         Papua Nowa Gwinea

CATHOLIC CHURCH TAFETO St. John Evangelist P.O. Box 632 Goroka, EHP PAPUA NEW GUINEA

 

Stacja Misyjna - Tafeto / PNG

26 lutego 2010

"Niech żyje Trójjedyny Bóg w sercach Waszych”

 

           Drodzy Dobrodzieje Misji  serdecznie Was pozdrawiam  z dalekiej  Papui  Nowej  Gwinei!

            Jak ten czas szybko płynie, tydzień temu rozpoczął się już Wielki Post. Z początkiem lutego rozpoczęliśmy nowy rok szkolny i jak zawsze po przerwie wakacyjnej trzeba wszystko było puścić w  pastoralny ruch. Najpierw spotkania z katechistami i obsadzenie nauki religii w szkołach. Na terenie parafii mam dwie ośmioklasowe szkoły podstawowe. Największym problemem dla rodziców jest opłata za szkołę swoich dzieci. Z zależności od klasy stawki są różne – najwyższa jest 400 kina (jakieś 450 zł), co dla naszych ludzi jest dużym problemem. Większość z nich nigdzie nie pracuje. Utrzymują się z tego co wyrośnie w ogródku a także ze sprzedaży kawy, którą zresztą nie wszyscy posiadają. Zaczyna się wtedy przychodzenie do misjonarza z prośbą o pomoc. Oczywiście nie możemy pomóc wszystkim, ale zawsze można odesłać ich do biskupa, który też stara się zaradzić temu corocznemu problemowi. W programie każdej szkoły jest tygodniowa Msza św., którą odprawiam na przemian raz w jednej i raz w drugiej szkole. Na rozpoczęcie roku szkolnego obie szkoły, tj. uczniowie i nauczyciele bardzo się postarali aby każda Msza św. miała uroczystą oprawę.

            Z rozpoczęciem roku szkolnego rozpoczyna się też w pełni praca pastoralna na parafii. W tym roku wysłałem na tygodniowy kurs 6 kandydatów na specjalnych szafarzy Komunii św., co w Nowej Gwinei nie jest wcale czymś takim specjalnym, jak to jest w Polsce. Czekają teraz abym ich pobłogosławił w czasie Mszy niedzielnej na stacji głównej i stacjach dojazdowych. W najbliższym tygodniu wybieram się odwiedzić dwie najdalsze stacji boczne. Do jednej dojadę samochodem, co prawda po prawdziwie buszowej drodze, ale lepsze to niż marsz na piechotę. Do drugiej niestety połowę drogi samochodem a połowę na nogach. Jakieś tylko 40 minut przez prawdziwy busz. Oby przestało tylko padać. Mamy teraz porę deszczową i pada prawie codziennie. Drogi są w fatalnym stanie. Ostatnio coraz więcej mam namaszczenia chorych. Kiedy pracowałem na parafii w Polsce to nieraz doświadczyłem, że niektórzy chorzy trochę się obawiali tego sakramentu. Tutaj jest wręcz przeciwnie. Ludzie bardzo lubię namaszczenie chorych. Czasami wołają niepotrzebnie, ale często jest prawdziwa potrzeba, zwłaszcza teraz gdy mamy też przypadki AIDS na terenie naszej parafii.

            21 marca będziemy obchodzić święto św. Józefa w połączeniu ze świętem Zwiastowania NMP. W tygodniu raczej ludzie niezbyt licznie przychodzą do kościoła. Ustaliliśmy więc z Radą Parafialną, że będziemy obie uroczystości świętować w niedzielę. Legion Maryjny i grupa św. Józefa zaczęli już nawet ćwiczyć śpiewy i tańce. W tym roku w pracy pastoralnej szczególny nacisk chcemy położyć na sakramenty św., w szczególności na małżeństwo. Okazuje się, że w parafii mamy dużo małżeństw zawartych tylko w sposób tradycyjny, czyli nie pobłogosławionych w kościele. Nie rzadko przeszkodą jest tutaj to, że mąż nie wykupił jeszcze swojej żony od jej rodziny. Taki jest tutaj zwyczaj w Nowej Gwinei. Takich nie wykupionych małżeństw nie możemy błogosławić – zalecenie naszych biskupów. Nie raz jest to powodem, że takie małżeństwa się później rozpadają. W Nowej Gwinei z czasem wiele spraw ulega zapomnieniu, ale nie wykup małżonki. Kiedyś miałem przypadek, że pewna kobieta po wielu latach chciała opuścić męża, bo on jej jeszcze nie wykupił od rodziny.

To tak trochę tylko o mojej obecnej pracy pastoralnej.  Kończąc te  parę zdań z bardzo misyjnej jeszcze Papui Nowej Gwinei serdecznie Was pozdrawiam!

 Na  zbliżające się święta Wielkiej Nocy  pragnę  przekazać  Wam moje najlepsze życzenia:

POGODNYCH I BŁOGOSŁAWIONYCH ŚWIĄT ORAZ DUCHOWEJ SIŁY OD ZMARTWYCHWSTAŁEGO PANA NA KAŻDY NASTĘPNY DZIEŃ ŻYCIA!

Zapewniam o mojej modlitewnej pamięci! Dziękuję za Wasze modlitwy i każdą ofiarę wspierającą moje misyjne życie tutaj w Papui Nowej Gwinei!

            Z misyjnym  błogosławieństwem Wasz misjonarz

Wojciech Niścigorski - Werbista

CATHOLIC CHURCH TAFETO St. John Evangelist P.O. Box 632 Goroka, EHP PAPUA NEW GUINEA

Stacja Misyjna - Tafeto / PNG

1 grudnia 2009

Szczęść Boże!

Drodzy Przyjaciele serdecznie pozdrawiam z misyjnej stacji w Papui Nowej Gwinei! Niedawno obchodziliśmy w parafii złoty jubileusz naszej misyjnej szkoły podstawowej, która istnieje na parafii od ponad 50 lat. Przygotowania trwały kilka tygodni, aż wreszcie nadszedł dzień oczekiwanej uroczystości. Samą uroczystość rozpoczęliśmy wielką Mszą św. w kościele parafialnym o godzinie 9 rano. Mszę rozpoczęliśmy procesją, którą prowadziła duża grupa uczniów w tradycyjnych gwinejskich strojach. Na Mszy byli obecni wszyscy nauczyciele i uczniowie, duże grono rodziców a także sporo zaproszonych gości. W czasie Mszy mieliśmy piękną procesję z Biblią i darami ołtarza, wszystko to wykonaniu nauczycieli i uczniów w pięknych tradycyjnych strojach. Mszy świętej przewodniczył nasz wikariusz generalny, biskup był w tym czasie na urlopie. Ja jako proboszcz wygłosiłem płomienne kazanie. Przybliżyłem trochę postać patronki szkoły św. Tereski od Dzieciątka Jezus, zachęcałem też do naśladowania jej niezwykłych cnót, a także do szczególnego dziękczynienia Bogu za wszystko dobro, które się dokonało przez te 50 lat działalności szkoły. Msza św. miała także piękną i żywą oprawę muzyczną w wykonaniu naszej młodzieży parafialnej. Modlitwa wiernych była przygotowana i przestawiona Bogu przez samych uczniów i rodziców. Msza św. trwała około dwóch godzin. Po jej zakończeniu wszyscy zgromadzeni udali się na teren szkoły gdzie odbyła się druga część uroczystości jubileuszowych. Najpierw odśpiewano hymn Nowogwinejski a potem obyło się przywitanie wszystkich zgromadzonych na tej uroczystości. Potem odbyły się liczne przemówienia różnych ważnych osób. Pomiędzy przemówieniami młodzież szkolna przedstawiała specjalnie przygotowane tańce, tak aby nie zanudzić przemówieniami dużego tłumu zebranych ludzi. Byli uczniowie szkoły a także wiele rodziców zorganizowali zbiórkę pieniędzy, którymi chciano się wesprzeć obecną działalność szkoły. Zebrano nawet dość dużo sumę, która publicznie została przekazano na ręce dyrektora i zarządu szkoły. Później odbyła się część artystyczna, gdzie każda z klas szkoły zaprezentowała rożne śpiewy i tańce. Po tej części dla specjalnie zaproszonych gości miał miejsce tradycyjny posiłek nowogwinejski tzw. mumu. Duża świnka wraz z warzywami i bananami upieczona, a raczej uduszona w specjalnie przygotowanym dole na wcześnie przygotowanych gorących kamieniach. Rozmowom i wspomnieniom przy posiłku nie było końca. Cała uroczystość zakończyła się dopiero późnym popołudniem, trochę wymuszona przez zaczynający padać deszcz, jak to czysto w Papui o tej porze bywa. Drodzy Przyjaciele misji pragnę z całego serca podziękować za Waszą modlitwę i każdą ofiarę złożoną na cel misyjny. To dzięki Waszej pomocy mogę w tak odległym kraju jakim jest Papua Nowa Gwinea realizować Chrystusowe wezwanie do głoszenia Jego Ewangelii gwinejskim siostrom i braciom. Z okazji zbliżających się Świąt Bożego Narodzenia pragnę przekazać Wam Wszystkim moje najlepsze życzenia: „Niech Chrystus narodzony w Betlejem będzie Waszą siłą i nadzieją na najbliższą przyszłość! Radosnych i pogodnych Świąt Bożego Narodzenia oraz błogosławionego Nowego Roku 2010!” Zapewniam o mojej modlitewnej pamięci! Z Panem Bogiem! Wasz misjonarz, O. Wojciech Niścigorski - Werbista

CATHOLIC CHURCH TAFETO St. John Evangelist P.O. Box 632 Goroka, EHP PAPUA NEW GUINEA

Stacja Misyjna -  Tafeto/ PNG

30 marca 2008

Szczęść Boże!

„Niech żyje Trójjedyny Bóg w sercach Waszych!”

Pozdrawiam z mojej misyjnej stacji – Tafeto! Jest tradycją w naszej diecezji Goroka, że Msza poświęcenia olejów w Wielkim Tygodniu odbywa się każdego roku w innej parafii. W tym roku wypadło właśnie na moją parafię Tafeto. Po spotkaniu Rady Parafialnej ustaliliśmy program przygotowań do tej uroczystej Mszy św. w parafii. Zależało nam aby zaangażować wszystkie możliwe grupy działające w parafii – zaczynając od dzieci ze Szkółki Niedzielnej a kończąc na grupach dorosłych parafian. Program został przygotowany, poszczególne partie przygotowań podzielone na grupy i ogłoszenia zostały poczynione. Nie mając dużo czasu, bo niespełna tylko trzy tygodnie, nasze przygotowanie zostały rozpoczęte. Najwcześniej ruszyła grupa Maryjna – Legion Maryjny. Im zostało powierzone uroczyste powitanie biskupa, wszystkich księży z diecezji i zaproszonych gości. Postanowiliśmy zaprosić także siostry i braci zakonnych posługujących w naszej diecezji a także osoby świeckie z personelu diecezjalnego - jakieś ok. 40 osób. Dzieci ze Szkółki Niedzielnej otrzymały zadanie sypania kwiatów na zaproszonych gości. Oprawa muzyczna i uroczyste procesje powierzyliśmy naszej młodzieży parafialnej. Wszyscy parafianie mieli przygotować dary do procesji ofiarnej – warzywa, owoce, a także ofiarę pieniężną. Rada Parafialna i szafarze Komunii św. wraz z rodzinami zostali wyznaczeni do przygotowania kościoła. Na samym końcu zostały wyznaczone też cztery poważane osoby z parafii do wygłoszenia krótkich przemów na zakończenie Mszy św. Po Mszy św. był też zaplanowany mały posiłek, tzw. lunch dla biskupa i zaproszonych gości, więc Rada Parafialna zdecydowała o zbiórce pieniężnej na ten cel. Muszę przyznać, że ku mojemu miłemu zaskoczeniu wszystko zostało przygotowane wyśmienicie. Kiedy nadszedł dzień uroczystej Msze św. poświęcenia olejów – wtorek, 18 marca, od samego rana tłum parafian zgromadził się na placu przy kościelnym. Oczekując na biskupa i zaproszonych gości najpierw odbyła się prezentacja tradycyjnych stroi naszych parafian. Muszę przyznać, że wyglądało to bardzo dobrze. Legion Maryjny w gotowości  oczekiwał przy bramie na powitanie dostojnych gości. O godz. 9. 30 pojawiły się samochody na drodze do parafii. Wszystko było jasne, że biskup, księża i zaproszeni gości już się zbliżają. Przy bramie wejściowej najpierw odbyła się powitanie biskupa i wszystkich księży a później wszyscy z kwiatami na szyjach prowadzeni przez Legion Maryjny i dzieci ze Szkółki Niedzielnej zmierzali od domu parafialnego. Po krótkiej przerwie odbyło się formowanie procesji na rozpoczęcie Mszy. Grupa parafian – dorośli i dzieci ubranie w tradycyjne stroje, a także  Legion Maryjny przewodzili procesji do kościoła. Z zadowoleniem przyznaję, że procesja ta wyglądała bardzo kolorowo i egzotycznie. Kiedy weszliśmy do kościoła rozległ się gromki okrzyk parafian wyrażających radość z obecności biskupa i przybyłych gości. Przed rozpoczęciem Mszy św. przewodniczący Rady Parafialnej w imieniu wszystkich parafian oficjalnie powitał biskupa i wszystkich gości. W czasie Mszy św. mały miejsce piękne procesje Słowa Bożego i darów ofiarnych w wykonaniu parafialnej młodzieży. Procesje przygotowane były w styl tradycyjny, a więc piękne stroje, śpiewy i tańce. Po homilii odbyło się poświęcenie olejów a później zgromadzeni księża złożyli swoje ślubowanie wierności biskupowi i Kościołowi. Oprawa muzyczna Mszy św. była bardzo dynamiczna więc cały kościół wypełniony po brzegi śpiewał bardzo żywo i radośnie. W czasie Komunii św. duża liczba wiernych przyjęła Pana Jezusa. Dzień wcześniej zakończyłem właśnie spowiedź wielkanocną. Przed końcowym błogosławieństwem miały miejsce przemówienia naszych parafian – cztery osoby: przewodniczący Rady Parafialnej, jeden z miejscowych liderów, nauczyciel ze szkoły podstawowej i reprezentantka wszystkich kobiet w parafii. Na koniec biskup skierował też parę słów do parafian dziękując z piękne przygotowanie tej uroczystej Mszy św. i życzył wszystkim aby zmartwychwstanie Jezusa umocniła nas wszystkich w wierze. Po Mszy św. biskup i wszyscy księża, jest nas tylko w diecezji jedenastu, stanęło do pamiątkowego zdjęcia. Po krótkich chwilach rozmów z parafianami i odpoczynku na świeżym powietrzu odbył się lunch w domu parafialnym. W czasie lunchu podaliśmy ciepłe mielone kotlety, surówkę w trzech różnych rodzajach, chleb i zimne lub gorące napoje – kawa lub herbata. Wszystkim chyba dobrze smakowało bo z mielonych kotletów nie wiele pozostało. Po lunchu i radosnych rozmowach nasi goście wraz z biskupem zaczęli powoli żegnać się i zbierać się do odjazdu. Nasi parafianie zgromadzeni jeszcze przy samochodach radośnie ich żegnali zapraszając na następną Mszę św. poświęcenia olejów w Tafeto za następne 9 lat, bo tyle parafii mamy właśnie  w naszej małej diecezji Goroka. Dużo ciekawych zdjęć z tej Mszy poświęcenia olejów w parafii Tafeto znajdziecie na stronie głównej - link: Poświęcenie olejów.  Serdecznie zapraszam! Pozdrawiam Przyjaciół Misji i wszystkich zainteresowanych pracą polskich misjonarzy na krańcach świata. Dopraszam się Waszej nieustannej modlitwy za mnie i moich parafian! Niech Wam Pana Jezus błogosławi! Wasz misjonarz, Wojciech Niścigorski - Werbista

CATHOLIC CHURCH TAFETO
St. John Evangelist
P.O. Box 632 Goroka, EHP
PAPUA NEW GUINEA



Stacja Misyjna - Tafeto/ PNG

11 lutego 2008

Szczęść Boże!

Pozdrawiam z mojej misyjnej parafii Tafeto! W zeszłym miesiącu udało mi się utworzyć w parafii grupę Żywego Różańca. W miejscowym języku pidgin brzmi to: Living Korona „Jericho”. Modlitwa różańcowa jest odmawiana przez wiele osób w parafii, ale ta forma odmawiania różańca nie była tutaj nigdy praktykowana, choć parafia istniej już od 40 lat. Po długich zachętach i objaśnieniach udało mi się wreszcie zebrać jak do tej pory 41 osób. Każda osoba otrzymała różaniec z małym cudownym medalikiem, święty obrazek z nazwą dziesiątki różańcowej do odmówienia a także wypisane swoje imię i nazwisko. To tak dla pewności, że nie zapomną jaką dziesiątkę mają do odmówienia. Do każdej dużej tajemnicy różańcowej przypisane jest pięć osób – w sumie do tej pory mamy odmawiane 8 dużych tajemnic różańcowych. Po zakończonej dziesiątce jest też kilkakrotne zawołanie do Matki Bożej Cudownego Medalika: „Maryjo, Niepokalanie Poczęta módl się za nami, którzy się do Ciebie uciekamy!” Naszą modlitwę ofiarujemy w intencjach parafii i samych parafian. W tym miesiącu modlimy się do Matki Bożej aby swoją opieką otoczyła wszystkie szkolne dzieci w parafii – to tak z okazji rozpoczętego roku szkolnego na początku lutego. W każdą pierwszą niedzielę nowego miesiąca ogłaszam w jakiej intencji ofiarujemy nasz różaniec. W zeszłym miesiącu modliliśmy się na przykład za tych, którzy zaprzestali uczęszczać na niedzielne Msze św., aby im pomóc wrócić do Boga i Kościoła. Z radością oznajmiam, że naszą modlitwą sprawiliśmy, że kilka nowych twarzy już pojawiło się w kościele. Od dwóch tygodni mamy też swoją osobną tablicę w tyle kościoła, gdzie wywiesiłem nazwiska wszystkich członków Żywego Różańca, przypisane im dziesiątki, trochę informacji na temat Żywego Różańca, kolorowe obrazków Matki Bożej i Jej usilną fatimską prośbę do odmawiania codziennego różańca. Muszę przyznać, że tablica ta cieszy się duża oglądalnością. W zeszłym tygodniu umieściłem też duże wspólne zdjęcie członków Żywego Różańca co wywołało poruszenie serc innych parafian. Nasz Żywy Różaniec zaczął cieszyć się także większym zainteresowaniem także ze strony mężczyzn. W programie grupy mamy raz na miesiąc wspólną Mszę św. do Matki Bożej z okolicznościowym kazaniem aby rozpalić i więcej pogłębić naszą miłość do Matki Jezusa i modlitwy różańcowej. Po Mszy jest też nabożeństwo różańcowe z litanią do NMP. Pierwsza Msza wypadła bardzo okazale bo przyłączyła się też grupa parafialna – Legion Maryjny. Była piękna procesja na początku Mszy św. ze statuetką Matki Bożej, procesja z Biblią i darami, piękne Maryjne śpiewy. Następną Mszę św. planujemy na początku miesiąca marca. Mam nadzieję, że do tej pory nasza liczba znacznie wzrośnie. Ostatnio udało mi się kupić piękne różańce, będzie to chyba więc dodatkowy bodziec dla tych wszystkich którzy nie przyłączyli się jeszcze do naszej grupy Żywego Różańca. Moim cichym marzeniem jest aby wszyscy parafianie odmawiali Różaniec, czy to w grupie Żywego Różańca, czy też prywatnie tak aby prośba Matki Bożej z Fatimy była realizowana. Gorąco ufam, że tego wkrótce dokonamy!

Pozdrawiam Wszystkich Przyjaciół Misji i dopraszam się Waszej modlitwy różańcowej za mnie i za moich misyjnych parafian!   Z Panem Bogiem!   Wasz misjonarz,   O. Wojciech Niścigorski - Werbista

CATHOLIC CHURCH TAFETO
St. John Evangelist
P.O. Box 632 Goroka, EHP
PAPUA NEW GUINEA



Stacja Misyjna - Mingende / PNG

 5 marca 2006

Szczęść Boże!   Pozdrawiam z mojej misyjnej stacji w Papui Nowej Gwinei! Drodzy Przyjaciele Dzieła Misyjnego, Właśnie rozpoczęliśmy okres Wielkiego Postu – okres zadumy nad wielką ceną naszego zbawiania. Jest to też czas naszego nawrócenia i  przygotowania się do Wielkanocy. W duchu Wielkiego Postu chciałbym więc opisać Wam nabożeństwo Drogi Krzyżowej w mojej misyjnej parafii. Naszą coroczną parafialną tradycją jest nabożeństwo Drogi Krzyżowej w Wielki Piątek. Oczywiście w każdy piątek Wielkiego Postu odprawiana jest droga krzyżowa na stacji głównej w Mingende i  poszczególnych stacjach dojazdowych, ale w Wielki Piątek zbieramy się możliwie całą parafią. Jako miejsce wybieramy jedną z pobliskich górek – wcześniej mamy upatrzone 3-4 górki, aby każdego roku nabożeństwo odbywało się w innym miejscu. Kilka dni przed Wielkim Piątkiem przygotowujemy ogromny drewniany krzyż, który dźwigany jest przez wiernych podczas nabożeństwa na sam szczyt góry i tam już pozostaje. Nasi wierni, którzy zamieszkują w pobliżu wybranej górki przygotowują małe stacje drogi krzyżowej, a także i samą drogę abyśmy mogli swobodnie poruszać się w czasie nabożeństwa. Poszczególne rodziny oczekują później przy swoich przygotowanych stacjach, aby dołączyć do głównej procesji. Ostatnio niektórzy z niech zaczęli nawet malować swoje twarze aby uzewnętrznić jak bardzo są „sorry dla cierpiącego Jezusa. Nasze nabożeństwo rozpoczynamy jak najwcześniej rano, ale rzadko udaje nam się wyruszyć przed godziną 10-ą rano. Ludzie zbierają się powoli u podnóża wybranej górki gdzie śpiewem wielkopostnym rozpoczynamy pierwszą stacje. Każdego roku coraz więcej  wiernych bierze udział w  naszej Drodze Krzyżowej. Nie brakuje również i takich, którzy akurat wtedy są bardzo zajęci na pobliskim targowisku sprzedając swoje owoce i warzywa. Nasze nabożeństwo Drogi Krzyżowej wygląda mniej więcej w ten sposób: procesja wiernych podąża od stacji do stacji, przy każdej jest krótkie rozważanie i modlitwa. W drodze do poszczególnych stacji śpiewamy pieśni wielkopostne lub odmawiamy części Różańca św. Na przedzie procesji niesiony jest drewniany krzyż. Każdego roku jest on zawsze trochę większy i cięższy jednakże nigdy nie brakowało nam chętnych do jego dźwigania. Ludzie zmieniają się co kilka minut, każdy chce chociaż przez chwilę wczuć się w rolę Jezusa na Jego Drodze Krzyżowej. Nie rzadko dostrzegam wtedy przy krzyżu mało znane mi twarze z Mszy niedzielnych, ale i tak dobrze że chociaż w Wielki Piątek są przy Jezusie. Na szczycie góry po zakończeniu Drogi Krzyżowej ma zaraz miejsce nabożeństwo Wielkiego Piątku – są czytania z Pisma św., wielka modlitwa wiernych, jest adoracja Krzyża św., jest i również Komunia św. W czasie Komunii św. większość przyjmuje Pana Jezusa gdyż zawsze przed Wielkim Piątkiem mamy  ukończoną już w parafii spowiedź Wielkanocną. Ci, którzy nie zdążyli ze spowiedzią moja jeszcze szansą w Wielką Sobotę na głównej stacji w Mingende. Z radością przyznaję, że duża liczba ludzi co roku się spowiada. Czasami uda mi się zorganizować do pomocy naszego biskupa, który zamieszkuje również w Mingende, a także ze dwóch księży z pobliskiej szkoły technicznej księży Salezjanów. Nasze nabożeństwo Wielkiego Piątku – Droga Krzyżowa i nabożeństwo po niej trwa do 4-ch godzin. Kończy się gdzieś przed 2-ą po popołudniu, a więc w czasie największego słońca, które w tej porze dnia jest bardzo uciążliwe. Pot leje się więc obficie po plecach, zmęczenie jest ogromne,  ale wszystko to jak mówią nasi Papuasi: „bilong bikpela sorry”(dla wyrażenia wielkiego współczucia) dla cierpiącego Zbawiciela. Dla odmiany jednego roku mieliśmy naszą Drogę Krzyżową  po głównej drodze w połączeniu z dwiema pobliskimi parafiami. Pod względem organizacyjnym przygotowana jak należy. Nawet dużo ludzi wzięło wtedy w niej udział. Po zakończeniu tegoż nabożeństwa słyszałem jednak takie oto  komentarze ze strony naszych wiernych: w czasie nabożeństwo nie czuli wystarczającego zmęczenia, choć przez chwilę możliwości dźwigania krzyża, a przede wszystkim nie czuli w tym dniu należnego Jezusowi - „sorry”. Następnego więc roku w Wielki Piątek naszą Drogą Krzyżową mieliśmy już tradycyjnie na jednej z pobliskich górek z ogromnym drewnianym krzyżem na przedzie, mocnym słońcem w południe i strugami potu na plecach. Na okres Wielkiego Postu a przede wszystkim na zbliżające się Święta Wielkanocne pragnę przekazać Wam moje najlepsze życzenia:

   "Życzę Wam Wszystkim owocnego przeżywania Wielkiego Postu i błogosławionej radości ze Świąt Wielkiej Nocy!"

  Wielkie Bóg zapłać za każdą modlitwę! Pamiętam o Was we Mszach świętych!   Z Panem Bogiem!   Wasz misjonarz,   Wojciech Niścigorski – Werbista

CATHOLIC CHURCH TAFETO
St. John Evangelist
P.O. Box 632 Goroka, EHP
PAPUA NEW GUINEA



Stacja Misyjna - Mingende / PNG

                         22 sierpnia 2005

 

Szczęść Boże!

    Pozdrawiam z mojej stacji misyjnej! Drodzy Przyjaciele Misji chciałbym opisać Wam tym razem moją drogę do Kamanigle! Kamanigle jest miejscem dosłownie za górami, lasami i trzema rzekami. Jest to mała parafia, która od wielu lat nie ma swojego stałego pasterza. Kiedyś przed wielu laty mieszkał tam brat zakonny, który spełniał funkcję proboszcza. Oczywiście bez odprawiania Mszy Św., ale nabożeństwo ze Świętą Komunią i wszystko inne co tylko może osoba bez święceń. Po jego wyjeździe parafia doglądana  była przez różnych misjonarzy, a obecnie od ponad czterech lat została przydzielona pod mają opiekę. Za czasów kolonii australijskiej prowadziła tam nawet dobra droga otrzymywana w stanie przejezdnym przez miejscowych ludzi. Raz w tygodniu wszyscy zobowiązani byli pracować nad jej utrzymanie w jako takim stanie. Od wielu lat nikt już jednak tego nie robi więc szybko przemieniła się w prawdziwie buszową drogę. Jako że moje białe suzuki jest jedynym samochodem na tej zapomnianej trochę drodze, więc słyszę nieraz jak ludzie mówią „rot bilong Pater Wojciech” (droga Ojca Wojciecha). Przed każdym  wyjazdem do Kamanigle najpierw zaopatruję się w odpowiednie narzędzia: łopata, gruba lina, siekiera, bushnife-ogromny nóż do cięcia trawy. Zawsze dobrze to mieć po ręką. Chociaż odległość nie jest zbyt imponująca bo zaledwie 35 kilometrów, ale na podróż potrzebuję około 4-5 godzin. Kiedy popada w nocy to czasami wydłuż się do 6 godzin,  dwa razy też  musiałem zawracać.   Przy każdej podróży zabieram ze sobą dwóch ludzi, którzy w razie problemów na drodze są niezbędni. Muszę przyznać, że nie miałem jeszcze wyjazdu, aby obyło się bez problemów. A to drzewo przewrócone, a to ogromne dziury, z których nie sposób wyjechać bez popychania, a to gdzieś ziemie się obsunęła i bez łopaty ani rusz. Raz wpadłem w taką dziurę, że samochód o mało nie poleciał w przepaść. Przed każdym wyjazdem polecam siebie i całą podróż św. Krzysztofowi, więc z pewnością to  jego zasługa, że nic złego się jeszcze nie stało. Trudności z drogą wynagradzają mi przepiękna widoki, czasami też czuję się jakbym nie jechał samochodem, ale leciał samolotem bo nie rzadko chmury mam pod nogami. Na drodze do Kamanigle można czasami spotkać przeróżne rzeczy, a to wąż pojawi się tuż przy samochodzie, a to drzewny kangur – kapul, pojawi się na krótko i szybko zniknie, a to gromadka dzikich świń wyleci za krzaka. Kiedy dopisuje mi szczęście to niekiedy mogę zobaczyć kolorowego rajskiego ptaka. Ptaki te są bardzo płochliwe więc na odgłos samochodu zaraz odlatują.  Czasami pojawia się  przepiękna tęcza, lub też kiedy wracam przed wieczorem mogę podziwiać  przepiękny zachód słońca. Nieraz ktoś z miejscowych ludzi utnie sobie drzemkę na drodze i wtedy może się  to skończyć bardzo źle. Mój poprzednik o mało nie rozjechał śpiącego na drodze mężczyzny. Później miał wiele kłopotów od rodziny tego człowieka. Zakończyło się co prawda szczęśliwie, ale musiał płacić niewielkie odszkodowanie. Tutaj w PNG zawsze kierowca będzie winny, a szczególnie jeśli jest to biały, bo to zawsze dobra okazja, aby dostać trochę pieniędzy. W zeszłym roku o mało ja sam nie rozjechałem starszej kobiety, która akurat na drodze myła sobie słodkie ziemniaki. Widoczność była kiepska z powodu dużej trawy, a kobieta zajęta pracą nie słyszała samochodu. Kosztowało mnie to później sześć paczek ryży, bo syn tej kobiety stwierdził, że jego mama bardzo przestraszyła się mojego samochodu. Na drodze do Kamanigle zawsze spotykam dużo dzieci, szczególnie kiedy zacząłem dawać im po cukierku. Dzieci te nie widziały innych białych poza mną, wiec zawsze  to dla nich jakaś atrakcja. Niektóre z nich na odgłos samochodu zaraz uciekają w ogromną trawą, aby po krótkim czasie zaraz szybko się pojawić. Przed dwoma laty policja popaliła dużo domów w tym rejonie poszukując skradzionych karabinów, stąd ten jeszcze strach na odgłos samochodu. Niekiedy zatrzymuję się  dłużej na drodze, aby porozmawiać z miejscowymi ludźmi. Wielu z nich to nie katolicy, nawet nie chrześcijanie, więc  poczęstunek papierosem  usuwa szybko wszelkie bariery. Mój wyjazd do Kamanigle przypada raz na dwa miesiąca, więc musze pomyśleć o wszystkim, aby czegoś nie zabrało. Jako że Kamanigle jest miejscem wysoko w górach, więc noce są tam czasami zimne, zwłaszcza w porze suchej.  Po ostatnich wakacjach w Polsce przywiozłem sobie ciepłą koszulę więc teraz doskonale się przydaje w tropikalnym klimacie. Nocuję w domu, który został wybudowany przez brata-proboszcza przed wielu laty. Przed każdym przyjazdem kupuje truciznę na szczury, bo nie zamieszkany dom jest ich ulubionym miejscem. Zadaniem katechisty jest rozłożyć ją kilka dni przed moim następnym przyjazdem.  Raz  zapomniał i później  miałem takiego jednego nieproszonego gościa  w pokoju. Noc miałem już z głowy. Przy każdym przyjeździe spotykam się z miłym przyjęciem parafian, którzy czekają na mnie zawsze z jakimś jedzeniem. A to ktoś przyniesie żywego kurczaka, a to parę główek kapusty, słodkie ziemniaki lub też trochę grochu. Zazwyczaj przebywam tam dwa lub trzy dni więc przygotowuję jeden  duży posiłek, aby wystarczyło już do wyjazdu. Po zakończeniu posługi pastoralnej – Masz Św., spowiedź, czasami chrzty, spotkanie z Radą Parafialną, itp. szykuję się do drogi powrotnej. Zawsze  śpieszę się aby zdążyć przed deszczem. Jadąc w dół po mokrej gliniastej  drodze  posuwam się czasami jak po lodzie. W takiej sytuacji najczęściej kieruję wzrok ku niebu. Ufam, że św. Krzysztof czuwa nade mną, ale też nie chcę nadwerężać jego cierpliwości,  więc ściętą trawą położoną na drodze jakoś zawsze szczęśliwie ratuję się z opresji. Kiedy już wrócę na główną stację do Mingende, biorę upragniony prysznic i odpoczywając zastanawiam się jak to będzie następnym razem na mojej  drodze do Kamanigle. Bardzo dziękuję za Waszą modlitwę!  Niech Was Jezus zawsze wspiera! Z serca błogosławię,   Wojciech Niścigorski SVD  

CATHOLIC CHURCH TAFETO
St. John Evangelist
P.O. Box 632 Goroka, EHP
PAPUA NEW GUINEA



Stacja Misyjna - Mingende / PNG 21 stycznia 2005     Szczęść Boże!  

„Niech żyje Trójjedyny Bóg w sercach Waszych!”

Pozdrawiam z misji! Ostatnio mieliśmy święcenia kapłańskie w naszej parafii, więc chciałbym Wam opisać jak to wszystko wyglądało!     Święcenia kapłańskie w Mingende zostały poprzedzone kilkoma spotkaniami Rady Parafialnej gdzie wyłonił się Komitet do przygotowania tychże święceń. Ostatnie święcenia w parafii miały miejsce kilkanaście lat temu więc wszyscy członkowie Rady byli bardzo przejęci aby wszystko wypadła jak najlepiej. Na kilka dni przed samymi święceniami odbyło się tzw. contribution, tzn. wszystkie stacje boczne i grupy działające w parafii znosiły uzbierane pieniądze i jedzenie – warzywa, słodkie ziemniaki, trzcinę cukrową, ananasy, taro, banany, itp. a także dużo mięso, wszystko to aby pomóc w organizacji tychże święceń. Samo contribution odbywało się przy okrzykach i tańcach przybywających grup. Obowiązkowo członkowie Rady Parafialnej wraz z księdzem proboszczem musieli być obecni aby wysłuchać przemówień a także wyrazić swoje podziękowanie z dobrą contribution. Z radością przyznaję, że wypadło to bardzo dobrze, nawet lepiej niż się spodziewaliśmy. Zgromadzone jedzenie było przygotowaniem do wielkiego mumu  - posiłek przygotowany na sposób nowogwinejski, który miał miejsce po Mszy z udzieleniem sakramentu kapłaństwa. W przeddzień przed samymi święceniami miało miejsce tzw. kakinde – pouczenie diakona. Późnym wieczorem w  parafialnym „haus man” zgromadzili się miejscowi liderzy z Biskupem i kilkoma miejscowymi księżmi na czele, aby pouczyć naszego diakona o jego przyszłych obowiązkach kapłańskich. Padały różne słowa nauki, który można streścić: bądź dobrym księdzem, słuchaj swojego Biskupa, pamiętaj że  jesteś  pracownikiem Pana Boga w Kościele Jezusa, nie należysz już do swojego klanu ale Kościoła i wszystkich wierzących. Kiedy przyszła kolej na mnie, jako proboszcza naszego diakona, starałem się powiedzieć, że cała ta udzielona nauka  to  bardzo pięknie,  ale bez silnej wiary i oddania się wyłącznie dla pracy w Kościele będzie to trudne do osiągnięcia. Po skończonych naukach odbyło się spożycie upieczonej świńskiej wątroby – zwyczaj z przeszłości, kiedy to liderzy klanów pouczali swoją męską młodzież na  progu ich dorosłego życia. Nie zabrakło też spożywania trzciny cukrowej, która była jakby przypieczętowaniem udzielonej nauki naszemu przyszłemu księdzu Józefowi. Wszystko to odbywało się przy zapalonym wielkim ognisku w środku naszego haus man. Przyznaję, że spływały ze mnie ostatnie poty, ale jak później słyszałem od liderów, tak właśnie musiało być aby udzielona nauka nie poszła na marne – taki zwyczaj z przeszłości. Nasz diakon był chyba naprawdę przejęty udzieloną nauką, ciągle powtarzał słowa w miejscowym języku kuman  - ” Wagai” – dobrze, niech tak się stanie! Sama Msza święceń rozpoczęła się procesją z naszego parafialnego kościoła. Procesji przewodziła grupa tancerzy w tradycyjnych strojach, która prowadziła naszego diakona gotowego na przyjęcie sakramentu kapłaństwa. Miejscem Mszy św. było diecezjalne centrum pastoralne, gdzie przed laty została wybudowana trybuna na święcenia pierwszego biskupa diecezji Kundiawa – Polaka Bp. Kurtza z diecezji opolskiej.  Nasi wierni, jak zwykle bywa w takich okazjach, zgromadzili się licznie, nie tylko parafii Mingende, ale także z innych parafii w diecezji. W czasie Mszy świętej miały miejsce liczne procesje, ale najbardziej chyba utkwiła nam wszystkim w pamięci procesja gdzie rodzina diakona przyprowadziła go do Biskupa, aby oddać go na wyłączną służbę Kościołowi. Nie odbyło się tu bez płaczu, bicia bębnów i gromkich okrzyków. Zerwanie więzi z rodziną i swoim klanem tutaj w PNG jest czymś bardzo trudnym. Sam diakon był  też bardzo wzruszony, jego twarz blada, z której wyciekały łzy. Nasz Biskup w swojej homilii starał się przekazać, że Kościół Jezusa i służba w Nim jest czymś więcej niż rodzina i klanowe więzi, jest to służba dla wszystkich ludzi i wszystkich klanów w  diecezji Kundiawa i w całej PNG. Po Mszy św. odbyła się tzw. presentation – wszyscy, którzy chcieli złożyć nowowyświęconemu księdzu prezent i otrzymać jego błogosławieństwo podchodzili do ołtarza. Trwało to jakąś godzinę, wszystko przy śpiewach w miejscowym języku kuman. Po Mszy świętej i błogosławieństwie w naszym parafialnym hallu miało miejsce spotkanie przy stole wszystkich zaproszonych gości, ok. 300 osób– na tradycyjnym nowogwinejskim mumu. Nowy wyświęcony ksiądz Józef w modlitwie poświęcił przygotowany posiłek i wszystkich zebranych, i wszystkich tych, którzy go przygotowali. Potem odbyło się pokrojenie tortu ze specjalną dedykacja od parafii dla ks. Józefa.  Biesiada przy stole trwała do późnych godzin popołudniowych. W najbliższą Niedzielą po święceniach odbyła się pierwsza Masz  św. nowowyświęconego księdza Józefa w naszym centralnym kościele w Mingende. Moi parafianie z przygotowali piękną oprawę Mszy św. z procesjami  i ofiarą. Ksiądz Józef pochodzi z mojej jednych stacji bocznych najbardziej oddalonej w buszu – Kamanigle. W najbliższy Piątek po święceniach odbyła się jego pierwsza Msza św.  w rodzinnym Kamanigle, gdzie byli obecni niemal wszyscy misjonarze i  księża z  diecezji Kundiawa.      Ksiądz Józef został przeznaczony przez Biskupa do jego pierwszej kapłańskiej posługi w parafii Kup, gdzie proboszczem jest Polak – o. Zdzisław Karczewski SVD,  misjonarz przybywający w PNG od 25 lat. Mam nadzieję, że nasz były diakon, a obecnie już ksiądz Józef, będzie miął dobre wprowadzenie do jego kapłańskiej posługi w Kościele Jezusa. Pozdrawiam serdecznie i życzę Wszystkim dużo błogosławieństwa. Polecam neoprezbitera ks. Józefa jak i moją pracę misyjną Waszej nieustannej modlitwie! Z Panem Bogiem! Wasz misjonarz, Wojciech Niścigorski - Werbista

CATHOLIC CHURCH TAFETO
St. John Evangelist
P.O. Box 632 Goroka, EHP
PAPUA NEW GUINEA



Stacja Misyjna - Mingende / PNG   12 października  2004     Szczęść Boże!   „Niech żyje Trójjedyny Bóg w sercach Waszych!” Serdecznie pozdrawiam z mojej misji w Papui Nowej Gwinei! U mnie nic szczególnego się teraz nie dzieje, więc opiszę może po trochu nasze ostatnie bierzmowanie w parafii. Tradycyjnie już pod koniec września mieliśmy sakrament bierzmowania. W tym roku liczba bierzmowanych była duża – 158. Wprawdzie liczba ta miała być jeszcze większa, bo w przygotowaniu było 176 młodzieży i kilkanaścioro dorosłych, ale niektórzy z nich nie przyszli na samą Mszę św. Liczba bierzmowanych na innych parafiach, niewiele mniejszych od parafii Mingende, zazwyczaj bywa 40-70, a więc nasza liczba była naprawdę duża. W zeszłym roku Biskup bierzmował 96 młodzieży, a więc w tym roku mieliśmy imponujący postęp. Samo przygotowanie do sakramentu trwało trzy miesiące. Większa część młodzieży – klasa 7 i 8 przygotowywane były w szkołach podczas lekcji religii. Ci, którzy nie uczęszczają do szkół, a  także dorośli, byli przygotowywani przez katechistów w tzw. „beten house”- domach modlitwy w miejscach zamieszkania. Program obejmował: główne prawdy wiary, trochę wiadomości o Kościele, niektóre potrzebne modlitwy, sakramenty święte, no i oczywiście w szczególności sakrament bierzmowania. Przed samym bierzmowaniem przeprowadziłem krótki test. Muszę przyznać, że wiedza młodzieży była wystarczająca, aby przyjąć sakrament dojrzałości chrześcijańskiej. W sobotę , miałem spowiedź dla całej grupy. Wcześniej młodzież miała tzw. „wok penens”, coś w rodzaju pokuty przed spowiedzią. Przy tak wielkiej liczbie pięknie wyprzątali cały teren przy kościele. Po spowiedzi nasz kościół w Mingende został przystrojony w zielone drzewka i różnokolorowe wstążki. Jako że nie mamy większych problemów z kwiatami, a więc przed głównym ołtarzem znalazła się ich przeogromna ilość. Po zakończonych przygotowaniach w kościele odbyło się przygotowanie liturgii do Mszy św. w  parafialnym hollu. Nasze bierzmowanie jest zawsze dla całej młodzieży ze wszystkich stacji dojazdowych. Duża jej ilość w sobotę popołudniu zaczęła zaraz ćwiczyć śpiewy i procesje aż do późnego wieczora. Niektórzy przybyli z odległych miejsc, więc na ile mogłem, zapewniłem im podstawowe wyżywienie – słodkie ziemniaki, warzywa, olej, sól, cukier, herbata, itp. Przy parafii mamy tzw. „man house” – dom do spania dla parafian z odległych stacji bocznych, więc wszyscy się tam zgromadzili. Kiedy kładłem się spać, gdzieś przed północą, to z tego domu dochodziły jeszcze gromkie odgłosy. Msza Niedzielna rozpoczęła się ok. 9.00. Długa procesja młodzieży oczekiwała przed kościołem. W parafii mamy silną grupę charyzmatyków – grupa poświęcona Duchowi Świętemu - więc to oni tworzyli trzon tej procesji. Przygotowali się naprawdę bardzo pięknie – wszyscy w ich grupowych strojach, na początek akcent w strojach tradycyjnych –  liderzy grupy, ofiara do Mszy św. – banknoty poutykany na bambusie a także wielka ilość tzw. „kaikai ofa” – warzywa złożone wcześniej w kościele. Za nimi podążała młodzież gotowa do bierzmowania, a na końcu Biskup w otoczeniu służby liturgicznej. Masz św. trwała dwie i pół godziny. Po Mszy w zakrystii Biskup wyznał, że już zaczęła mu się mylić formuła bierzmowania ze względu na wielką ilość młodzieży. Przyznał także, że już od kilku lat nie miała tak wielkiej liczby do namaszczenia. Pytał też jak udało nam się zebrać i przygotować tak wielką liczbę młodzieży. Ja coś mówiłem, że to ciężka praca katechistów, wynik naszego zeszłorocznego parafialnego zjazdu, ale teraz jestem pewien, że to przede wszystkim zasługa Matki Bożej. Otóż od kilku miesięcy rozpoczęliśmy w parafii Żywy Różaniec -„Jerycho”. Wszystkie sprawy parafii każdego nowego miesiąca poświęcamy Maryi w modlitwie różańcowej, także to przygotowanie do bierzmowanie. Był to więc wynik naszej modlitwy i Jej ogromnego wsparcia. To tak samo jak z Apostołami kiedy czekali na zesłanie Ducha Świętego, a Maryja wspierała ich swoją obecnością Kiedy zaczynaliśmy nasz Żywy Różaniec mieliśmy tylko 75 członków. Teraz mamy ich 343 i  liczba ta wciąż rośnie. Wszystkie teraz sprawy parafii polecamy Maryi na modlitwie różańcowej, o którą przecież sama usilnie prosiła w Fatimie. Nasza nowa parafialna grupa Żywego Różańca cieszy się bardzo dobrym odbiorem wśród parafian. Ostatnio na Mszę św. Żywego Różańca przybyła wielka grupa wiernych. Myślę, że to jest najpewniejsza droga pomocy dla naszych wiernych w parafii Mingende, a i chyba dla całego Kościoła w  Papui Nowej Gwinei. Na Mszy św. przytoczyłem w kazaniu słowa Maryi wypowiedziane w Akita, Japonia 1973 - ”Nie będziecie mieli innej pomocy jak Różaniec”.  Wszystkim to chyba bardzo utkwiło w sercu, bo wciąż nowi członkowie zgłaszają się do naszego  Żywego Różańca – „Jerycho”. Po bierzmowaniu pozostały teraz liczne kartki do wpisy w księdze parafialnej. Ducha Świętego nie możemy przecież ograniczyć tylko do jednej Mszy św. Ufam więc, że to On będzie teraz prowadził naszą młodzież po dojrzałej już drodze życia chrześcijańskiego. Tak im dopomóż też Matko Różańcowa! 8 grudnia w Święto Niepokalanego Poczęcia NMP będziemy mieli święcenia kapłańskie w parafii. Co roku święcenia odbywały się w małym kościele katedralnym naszego biskupa w pobliskim mieście Kundiawa. Tym razem jednak zdecydowano, że odbędą się w naszej parafii. Diakon, który ma przyjąć sakrament kapłaństwa pochodzi z jednej mojej stacji bocznej w odległym buszu. Przygotowania do święceń zostały już rozpoczęte przez naszą Radę Parafialną. Mam nadzieję, że wszystko pójdzie dobrze. O samych święceniach to już później. Pamiętam na modlitwie! Z kapłańskim błogosławieństwem, Wojciech Niścigorski - misjonarz Werbista

CATHOLIC CHURCH TAFETO
St. John Evangelist
P.O. Box 632 Goroka, EHP
PAPUA NEW GUINEA



Stacja Misyjna - Mingende / PNG 13 czerwca 2004     Szczęść Boże!     Pozdrawiam z mojej stacji misyjnej! Drodzy Przyjaciele chciałbym opisać Wam dzisiaj moją ostatnią misyjną wyprawę! Bombri, to jedna z moich mniejszych stacji bocznych. Na ostatnim spotkaniu katechistów ustaliliśmy moje obecne przyjście. Katechista właśnie przygotował pięć chrztów i piętnaścioro dzieci do Pierwszej Komunii Świętej. Oprócz tego jak zwykle spowiedź dla wszystkich, Msza szkolna i krótka pogawędka z moimi parafianami. Wyruszyłam jak najwcześniej ok. 6.30 godz. rano. Jest to moja jedyna stacja boczna gdzie muszę dochodzić pieszo, a raczej wspinać się pod stromą górę. Zabiera mi to jakieś 3 godziny w jedną stronę. Samochodem dojeżdżam mały kawałek, zostawiam u znajomych parafian - pilnują dzieci, które jak zwykle będą z utęsknieniem czekać na trochę słodyczy, a później zaczyna się moja wspinaczka. Takiej stromej góry nie widziałem przedtem na swoje oczy. Prawie pionowa zielona ściana! Jako jeszcze seminarzysta w Pieniężnie miałem trochę doświadczenia chodzenia po polskich Tatrach, ale ta góra wymaga naprawdę wysiłku i potu, i to już z samego rana. Z zeszłym roku kupiłem sobie porządne buty takie „traktorki”, ale nawet i one zawodzą. W przeważającej części podejście pod górę pokryte jest coś w rodzaju gliny. Jako że moja wędrówka zaczyna się wcześnie rano, więc słońce nie zdołało jeszcze wysuszyć porannej rosy. Ślizgam się więc jak na dziecko lodzie. Do podparcia mam solidny kij z drzewa kawowego, ale także i on często  nie znajduje dostatecznego oparcia na mokrej ziemi. Po drodze mijam ludzi schodzących na pobliski market by sprzedać swoje warzywa. Niektóre kobiety niosą worki ze słodkimi ziemniakami, jakieś 20 kilogramów a może i więcej. Wszyscy boso i na ogół bez  problemów na mokrej glinie. Zastanawiam się czy może kiedyś nie spróbować bez moich „traktorków”, ale z drugiej strony nie jestem pewny czy daleko bym tak doszedł. Dla pokrzepienia mojego utrudzonego ducha przepiękne widoki, które roztaczają się na pobliską dolinę. Białe chmury zakrywają jeszcze wszystko dookoła. Czasami zastanawiam się czy to może już moje droga do nieba? Czy tak to właśnie będzie wyglądać?  Na szczycie góry trochę odpoczynku, łyk zimnej wody, guma do żucia, a potem w dół do następnej doliny. Zejście nie jest już takie strome. Na dole strumień górskiej wody, który w porze deszczowej zamienia się w rwącą rzekę. Raz miałem tutaj niemiłe zdarzenie: chciałem nabrać źródlanej wody do  butelki. Podchodząc po śliskich kamieniach potknąłem się i uderzyłem głową o kamień, rwąca woda zaczęła zabierać mnie ze sobą. Dobrze, że ocknąłem się dość szybko. Od tamtej pory nie chodzę już sam, ale zbieram  ze sobą zawsze kilku chłopaków z głównej stacji w Mingende Nawet teraz, gdy pora jest jeszcze sucha wolę przez ten strumyk przejść z wielką ostrożnością. Po obmyciu twarzy  orzeźwiającą zimną wodą podchodzę pod następną górą i prosto już do Bombri. Jak zawsze parafianie witają mnie z u śmiechem na twarzach i pytają o drogę, a ja zawsze odpowiadam: „No problem!” Katechista przygotował wszystko OK! Dzieci komunijne znały spowiedź na szóstkę, co na innych stacjach nie zawsze tak bywało. Rodzice z dziećmi do chrztu czekały już od rana, szkoła podstawowa przygotowała ładną oprawę liturgiczną, a najważniejsze że sporo też ludzi przyszło na Mszę św. Zaznaczam tutaj, że w papuaskich górach ludzie nie mieszkają we wioskach, ale w chatach porozrzucanych od siebie w znacznych odległościach. Podczas Mszy św. dzieci pierwszokomunijne otrzymały: różaniec, święty obrazek i cudowny medalik Matki Bożej. Kiedy przypomnę sobie te  Komunie św. w Polsce, to nawet mi trochę nieswojo wobec tych biednych papuaskich dzieci. Po Mszy dzieci były bardzo zadowolone i powtarzały, że teraz będą przyjmować Pana Jezusa w Komunii w każdą niedzielę, bo On jest ich prawdziwym Bogiem. Szczere i jakże piękne wyznanie! Po Mszy św. i rozmowie z parafianami nadszedł czas powrotu do Mingende. Znów w dół przez strumień,  potem w górę  i znów w dół z mojej „pięknej i stromej jak ściana góry”. Ostatnim razem przy schodzeniu dopadł mnie deszcz. Zejście było naprawdę paskudne. Raz nawet zjechałem po kamieniach i moje „traktorki” na nic się tu zdały. Po dwóch dniach było już ze mną wszystko OK! Traktuję to jako ofiara na szczere nawrócenia naszych Papuasów, którego tak bardzo jeszcze potrzebują. W drodze powrotnej okazało się, że rodzina której dzieci pilnowały samochodu poszła na market, a więc jakaś godzina czekania.  Nie chciałem ich pozbawiać przyjemności zjedzenia kilku cukierków. Jak to dobrze, że z moich ostatnich wakacji w Polsce przywiozłem sobie nowy różaniec! Pozdrawiam serdecznie i życzę Wszystkim samego błogosławieństwa. Polecam moich parafian Waszej nieustannej modlitwie! Z Panem Bogiem! Wasz misjonarz, Wojciech Niścigorski - Werbista  

CATHOLIC CHURCH TAFETO
St. John Evangelist
P.O. Box 632 Goroka, EHP
PAPUA NEW GUINEA



Stacja Misyjna - Mingende / PNG 27 marca 2004      Szczęść Boże!

                  „Niech  żyje  Trójjedyny  Bóg  w  sercach  Waszych!”

     Pozdrawiam  z dalekiej  Papui  Nowej  Gwinei!

Przygotowując się do diecezjalnego Assembly - zjazdu (ostatni tydzień kwietnia), a później do  Assembly Kościoła Katolickiego w PNG (lipiec), w dniach 19-21 Marca 2004 zorganizowaliśmy nasze pierwsze parafialne Assembly. Wcześniej przez kilka miesięcy ludzie byli przygotowywanie przez różnego rodzaju spotkania, kursy, pogawędki i  rekolekcje w celu odnowienia i umocnienia w  wierze katolickiej. Na dwa miesiące przed zawiązał się  Parafialny Komitet Organizacyjny Assembly, a także Komitet odpowiedzialny za przygotowanie raportu o stanie wiary parafian i  ich największych problemach. Komitet ten wypracował także pięć priorytetów, jak droga do wytężonej pracy  dla parafii na najbliższe dwa lata. 19 Marca to dzień św. Józefa, Patrona parafii,  Patrona szkoły podstawowej i szpitala na terenie parafii, więc nasze Assembly rozpoczęliśmy od świętowania święta św. Józefa. Szkoła podstawowa, a właściwie je nauczyciele, zorganizowali przepiękne śpiewy i tańce w strojach ludowych. Na bambusie o wysokości jakieś czterech metry poutykane były banknoty w nominale 2 kina (polskie 2 złoty), jako ofiara na Mszę Św. Dzieci zaś przyniosły ogrom warzyw i owoców ze szkolnego poletka. Pielęgniarki ze szpitala przygotowały wspaniałą procesje z Pismem Św. i darami. Jako że nasz personel szpitalny pochodzi z różnych prowincji Nowej Gwinei, w więc stroje i śpiewy były bardzo urozmaicone. W czasie kazania starałem się ukazać jakiego to niezwykłego patrona posiadamy. Święta Teresa z Avilla powiedziała kiedyś, że o cokolwiek prosiła Boga z pośrednictwem św. Józefa, to wszystko było jej dane. Sprawdziło to się także i w naszym przypadku Na kilka dni przed Assembly padało dość obficie. Na skutek  modlitwy  do naszego  Patrona na czas naszych uroczystości mieliśmy przepiękną pogodę. Czyż św. Józef nie czuwał nad nami?  Po Mszy Św. odbyły się prezentacje różnych przedstawień z życia św. Józefa. Dzieci ze szkoły podstawowej przygotowały wiele pięknych obrazków o naszym Patronie i św. Rodzinie. Malowidła te  zostały  później porozwieszane w kościele. W sobotę mieliśmy tzw. Reconcilation Day – tj. dzień pojednania z Bogiem, z bliźnimi i z całym środowiskiem stworzonym przez Boga. W dniu tym odbyły się w głównym kościele w Mingende przemowy w duchu pojednania wielu liderów poszczególnych klanów i grup działających na terenie parafii. Popołudniu przed Mszą Św. odbyła się specjalna ceremonia spożycia świńskiej wątroby (oczywiście upieczonej), co w miejscowym zwyczaju oznacza pokój i pojednanie – „wanbel”. Mszy przewodził Biskup, który wygłosił kazanie –  w Kościele  Jezusa wszyscy jesteśmy braćmi i siostrami. Na Mszy zgromadziło się  wiele ludzi, a także wszyscy bracia i siostry zakonne pracujące na terenie parafii a także i z diecezji. Parę dni przed tą Mszą my misjonarze z jednej strony, a  miejscowi ludzie z drugiej, kupiliśmy dwie świnie na znak „wanbel”. To właśnie z tych świń spożyliśmy wątrobę przed Mszą. Po uroczystej Eucharystii w  parafialnym hollu odbył się  tradycyjny posiłek pomiędzy przedstawicielami misji, z biskupem na czele, a miejscowymi liderami, jako znak pokoju i pojednania na przyszłość. Od pewnego czasu nasza misja jest nękana kradzieżami – mam  nadzieję, że teraz będzie lepiej. Po uroczystym posiłku zgromadzeni ludzie ze wszystkich stacji bocznych wyrażali swoją radość w śpiewach i tańcach na naszym przykościelnym placu. Dzięki pomocy Don Bosco, tj. salezjańskiej szkoły  w pobliży naszej stacji, zainstalowałem dwa potężne świata na placu przed kościołem, także tradycyjne tańce mogły odbywać się do późna w nocy. W Niedzielę odbyła się uroczysta Mszę św. na zakończenie naszego parafialnego Assembly. Mszy przewodził nasz biskup, ja i mój miejscowy przełożony SVD – o. Walenty Gryk, koncelebrowaliśmy. Przed Mszą odbyła się prezentacja pięciu priorytetów, jako program  dla parafii na najbliższe trzy lata – modlitwa rodzina, uregulowanie sakramentu małżeństwa, ofiara na utrzymane Kościoła, młodzież i problem narkotyków, zachowanie miejscowej kultury i tradycji. Po prezentacji tego parafialnego programu wielki tłum w kościele wyraził swoją aprobatę przez tradycyjny okrzyk – „łaaa uraaa”... Realizacja tego programu  z pewnością nie będzie łatwa szczególnie jeśli chodzi o małżeństwo. Ciągle są jeszcze przypadki podwójnych żon.  W przyszłym tygodniu we wtorek mamy właśnie spotkanie Rady Parafialnej poświęcone temu jak urzeczywistnić ten piękny program z  Assembly w codziennym życiu naszych parafian. Serdecznie pozdrawiam i życzę pomocy od naszego parafialnego patrona -  św. Józefa! Zapewniam o modlitwie i liczę na Waszą pomoc modlitewną! Z  Panem Bogiem, Wojciech   Niścigorski - misjonarz svd

CATHOLIC CHURCH TAFETO
St. John Evangelist
P.O. Box 632 Goroka, EHP
PAPUA NEW GUINEA



Stacja Misyjna - Mingende / PNG 27 listopada 2003     Szczęść Boże!  

„Niech żyje Trójjedyny Bóg w sercach Waszych”

Serdecznie pozdrawiam z Papui Nowej Gwinei! Właśnie wróciłem z rekolekcji, a tu wiadomość od mojego miejscowego przełożonego, że nasz przełożony generalny z Rzymu, który akurat jest na wizytacji w PNG, będzie w naszej parafii w najbliższą Niedzielę. Mieliśmy niespełna trzy dnie, aby przygotować się trochę do tej niezwykłej wizyty. Musze przyznać, że parafia stanęła na wysokości zadania, szczególnie jej liderzy. Msza rozpoczęła się procesją z śpiewem i tańcem w tradycyjnych strojach, która wprowadziła  dostojnego gościa do przystrojonego kościoła. Tam miała miejsce przemowa powitalna i specjalnie przygotowana pieśń dla naszego gościa. W czasie Mszy nie zabrakło precesji z Biblią i z przygotowanymi darami, wszystko to  przy pięknej oprawie muzycznej. Muszę przyznać, że na naszych wiernych zrobiło wrażenie ogłoszenie o przyjeździe gościa z Rzymu i do tego przełożonego generalnego SVD. Bardzo dużo  parafian ubrało się w tradycyjny strój, aby jak najlepiej pokazać naszemu gościowi. Na zakończenie Ojciec Generał otrzymał prezent – bilun, ręcznie robiona bardzo kolorowa torba nowogwinejska. W swojej końcowej mowie  powiedział, że był bardzo miele zaskoczony przepiękną Mszą, a także wielka ilością ludzi w kościele. Po Mszy prywatnie już przyznał, że Msza w Mingende pozostanie mu na długo w pamięci. Obecnie w  parafii przygotowujemy się do tzw. General Assembly – tj. w ciągu całego roku mieliśmy przeróżne spotkania w celu umocnienia i poszerzenia wiary naszych parafian. Po świętach planujemy trzydniowe spotkanie, coś w rodzaju wielkiego festynu połączonego z  Mszą św. i posiłkiem dla tylu parafina na ilu uda nam się zebrać potrzebne fundusze. Z zadowoleniem donoszę, że w tym roku jak nigdy dotąd udało mi się dość wcześnie uporać z I Komunią św. i bierzmowaniem na wszystkich stacjach dojazdowych, a mam ich ok. 10. Myślę, że był to wynik nowej energii po zeszłorocznych pierwszych wakacjach w Polsce. Już za dwa tygodnie rozpoczynamy adwent, z pewnością jak w zeszłym roku będzie dużo spowiedzi. Mam nadzieję, że mój biskup mi trochę pomoże.  Jestem tylko sam, a parafia jest przynajmniej na trzech księży. Prawdopodobnie po świętach dostanę kogoś do pomocy. Mamy pięciu diecezjalnych diakonów gotowych do święceń kapłańskich. Święcenia będą chyba w połowie stycznia. Kończąc te parę krótkich zdań z misyjnej Papui Nowej Gwinei jeszcze raz serdecznie  pozdrawiam i bardzo dziękuję za pomoc i modlitwę. Na zbliżające się Święta Bożego Narodzenia pragnę przekazać Wam wszystkim moje proste życzenia:  „Niech Narodzony w Betlejem będzie zawsze Waszą nową siłą. Radosnych Świąt Bożego Narodzenia i Szczęśliwego Nowego Roku 2004!” Zapewniam, że pamiętam o Was w moich  Mszach Św. Z kapłańskim błogosławieństwem Wasz misjonarz, Wojciech Niscigorski SVD  

CATHOLIC CHURCH TAFETO
St. John Evangelist
P.O. Box 632 Goroka, EHP
PAPUA NEW GUINEA



Stacja Misyjna - Mingende / PNG 26 lutego 2003

                        Szczęść Boże!

                  „Niech  żyje  Trójjedyny  Bóg  w  sercach  Waszych!”

    Pozdrawiam  z  misyjnej  Papui  Nowej  Gwinei!

Czas  szybko   płynie, właśnie rozpoczął się Wielki Post,  zabieram  się więc do pisania  co  u  mnie  nowego słychać. Z początkiem lutego rozpoczęliśmy nowy rok szkolny i jak zawsze po przerwie świątecznej trzeba wszystko było puścić w  pastoralny ruch. Najpierw spotkania z katechistami i obsadzenie nauki religii w szkołach. Na terenie parafii mam ich 12 – od podstawówki do szkoły technicznej. Jako parafia musimy zapewnić podstawowe materiały do nauki, a więc książki, zeszyty, długopisy, kreda, itd. Największym problemem dla naszych ludzi jest opłata za szkołę – tzw. „school fee”. Z zależności od klasy różne opłaty – najwyższa jest 1200 kina (jakieś 1000 zł), co dla naszych ludzi jest wielkim problemem. Zaczyna się wtedy przychodzenie do księdza z prośbą o pomoc. Oczywiście nie możemy pomóc wszystkim, ale zawsze pod ręką jest biskup, który też stara się zaradzić temu corocznemu problemowi. Jako że mam więcej szkól niż katechistów musiałem też znaleźć kilka osób  do nauki religii, co nie było sprawą łatwą . Od paru tygodni pracujemy nad poprawą wyglądu naszych głównych kościołów i kaplic. Całkiem przypadkowo odkryłem dobrego artystę, który wymalował nam piękne malowidła na ścianach dwóch kościołów. Jeden jest pod wezwaniem św. Teresy, a więc przepiękny malunek św. Teresy od Dzieciątka Jezus.  Drugi pod wezwaniem św. Archanioła Michała ma oczywiście św. Michała walczącego z szatanem. Muszę przyznać, że to malowidło bardzo się podoba naszym ludziom. Wcale się nie dziwię, do niedawna jeszcze sami przecież walczyli w różnych mniejszych czy większych wojnach. Teraz pozostaje walka z szatanem, którą z pewnością szybko wygrają. Mamy jeszcze w planie odnowienie centralnego kościoła w Mingende, ale nie wiem czy zdołamy podołać finansowo. W kościele jest stare, duże malowidło przedstawiające przybycie pierwszych misjonarzy. Zanosi się więc na dużą robotę, aby to wszystko odnowić. Jak zwykle na początku roku dostałem kolejnego seminarzystę. Już zabrał się z ochotą do pracy w technicznej szkole. Zobaczymy jak to będzie dalej. Z moich poprzednich doświadczeń wynika, że jest to początkowy zapał, a później proboszcz, czyli ja, muszę ciągle seminarzystę zachęcać. Ma jeszcze zajmować się naszą młodzieżą, co z pewnością nie będzie łatwe zadanie. Mamy dużo młodzieży, i to wcale nie potulnych baranków. Może pomoże nam w tym nowe cementowe boiska do kosza i siatkówki, które prawie już kończymy. Kiedy zabieraliśmy się do tego przedsięwzięcia wyglądało łatwo i nie drogo, ale teraz po paru miesiącach pracy naprawdę chciałby aby już było ukończone. Myślę, że będzie służyły przez wiele lat naszej młodzieży w Mingende. Niektórzy nawet mówię, że z pewnością nie mniej jak  30 lat, oby tak tylko było. Jeśli oczywiście nie będzie jakiegoś większego trzęsienia ziemi. Małe, to nawet zdarzają się dość często. Ostatnio było dość silne trzęsienie w Indonezji, blisko granicy z PNG. Może następne będzie u nas, nie daj Boże! Z rozpoczęciem roku szkolnego rozpoczyna się też w pełni praca na parafii, a więc: Msze szkolne, spowiedzi, spotkania z poszczególnymi grupami. Za dwa tygodnie mam przygotować nabożeństwo pokutne dla nauczyciele z diecezji, którzy będą odprawiać swoje coroczne rekolekcje w naszym Centrum Pastoralnym. Odbyłem już spotkania prawie z wszystkimi grupami w parafii. W zeszłym roku powołaliśmy grupę dla samych mężczyzn – Papa Grup Wymaga jeszcze wiele pomocy, ale chyba coś dobrego z tego będzie.  W tym roku wysłaliśmy na tygodniowy kurs 8 kandydatów na kommuniomnistrów. Czekają teraz tylko abym ich pobłogosławił w czasie Mszy niedzielnej, na różnych stacjach dojazdowych.  W tym roku też, w maju, kończy się trzyletni kurs dla katechetów. Z naszej parafii jest dwóch, a więc mam nadzieję, że praca pastoralna pójdzie teraz chyba trochę lepiej. Ostatnio na diecezjalnym spotkaniu z Biskupem mówiliśmy o ujednoliceniu  niedzielnej liturgii, tak aby śpiewy, procesje i modlitwy miały wszędzie jednakowy katolicki charakter. W diecezji mamy dużo różnych kościołów, a niektóre to wręcz sekty, niektóre więc elementy z liturgii przedostają się do naszego kościoła. W najbliższej przyszłości wybieram się odwiedzić moje dwie najdalsze stacji boczne. Do jednej dojadę samochodem, co prawda po prawdziwie buszowej drodze, ale lepsze to niż parę godzin piechotą. Do drugiej niestety dotrę tylko na nogach. Oby teraz tylko dużo nie padało, mamy właśnie porę deszczową. Schodząc po górach w dół można czasami zjechać po śliskiej, gliniastej ziemi. Raz tak właśnie pojechałem, to potem przez tydzień nie mogłem ruszyć ani ręką ani nogą. Ostatnio coraz więcej mam namaszczenia chorych. Kiedy pracowałem na parafii w Polsce to nieraz doświadczyłem, że niektórzy chorzy się trochę obawiali tego ostatniego namaszczenia, bo  teraz tylko chyba trzeba umierać. Tutaj jest wręcz przeciwnie. Ludzie bardzo lubię namaszczenie chorych. Czasami wołają niepotrzebnie, ale najczęściej jest naprawdę potrzeba, zwłaszcza teraz gdy jest dość dużo malarii no i niestety AIDS zbiera swoje obfite żniwo. 19 Marca będziemy obchodzić święto patrona naszej parafii – św. Józef. Ludzi już zaczęli ćwiczyć śpiewy i tańce. W tym roku będzie to uroczystość trzydniowa w połączeniu z tzw. General Assembly w  parafii jako przygotowanie do Assembly w diecezji, a potem General Assembly Kościoła Katolickiego w PNG. W zeszłym roku jako przygotowanie do Assembly mieliśmy dużo spotkań i nauk na różne tematy związane z wiarę, przykazaniami i nauką Kościoła. Mam nadzieję, że wszystko dobrze pójdzie, tym bardziej że nasz biskup został już zaproszony. Ufamy też, że św. Józef będzie nas wspierał z nieba swoją modlitwą.  W tym roku w pracy pastoralnej szczególny nacisk chcemy położyć na sakramenty św. szczególnie- małżeństwo. Okazuje się, że  w parafii mamy dużo małżeństw zawartych tradycyjnie, ale nie pobłogosławionych jeszcze w kościele. Nierzadko przeszkodą jest tutaj to, że mąż nie wykupił swojej żony z jej rodziny, tzw. „bride price”. Takich nie wykupionych małżeństw nie możemy błogosławić – zalecenie naszych biskupów.  Po kilku latach wiele spraw ulega zapomnieniu, ale nie wykup małżonki. Kiedyś miałem przypadek, że pewna kobieta chciała po 20 latach opuścić męża, bo on jeszcze jej nie wykupił. To tak po trochu o mojej obecnej pracy pastoralnej.  Kończąc te  parę zdań  z bardzo misyjnej jeszcze Papui  Nowej  Gwinei  serdecznie raz jeszcze pozdrawiam! Na  zbliżającą  się  Wielkanoc  pragnę  przekazać  moje   życzenia: „Błogosławionych Świąt i duchowej siły od Zmartwychwstałego na każdy następny dzień!ALLELUJA! Zapewniam o modlitwie i liczę także na Waszą modlitewną pamięć! Z  kapłańskim  błogosławieństwem, Wojciech   Niścigorski - misjonarz svd  

CATHOLIC CHURCH TAFETO
St. John Evangelist
P.O. Box 632 Goroka, EHP
PAPUA NEW GUINEA



Stacja Misyjna - Mingende / PNG 28 kwietnia 2001     Szczęść Boże!  

„Niech żyje Trójjedyny Bóg w sercach Waszych”

Serdecznie pozdrawiam z odległej Papui Nowej Gwinei! Opiszę Wam w wielkim skrócie święcenia biskupie jakie miały miejsce na terenie naszej parafii Mingende. Nowy biskup był moim proboszczem, który przez ponad rok wprowadzał mnie w podstawy życie misyjnego. Nazywa się Henk te Maarssen SVD, pochodzi z Holandii a w PNG jest już od ponad 30 lat. Uroczystość święceń biskupich poprzedzona została długim okresem przygotowań. Najważniejsze było jednak przygotować ludzi, aby pośród tych wszystkich tańców, śpiewów, strojów i okrzyków nie zatracić tego, co najistotniejsze – spotkania z Jezusem w Eucharystii. Na trzy dni przed samymi święceniami rozpoczęło się zwożenie darów – krów, świń, kaczek, kurczaków i wszelkiego rodzaju warzyw i owoców. Każda parafia z diecezji, a jest ich 17, miała swój czas do przedstawienia, a raczej pochwalenia się tym, co zebrała. Prezentacja odbywała się przy śpiewach, tańcach i okrzykach. Jako, ze wszystko odbywało się niedaleko domu parafialnego, przez trzy dni w mojej głowie nowogwinejskie rytmy. Przyszły biskup musiał być przy tym obecny, więc wieczorem był dość wyczerpany, a tymczasem trzeba się jeszcze było zająć rodziną, która przyjechała z Holandii. Po prezentacji odbyło się tzw. skelim kaikai, czyli rozdzielenie zgromadzonej żywności w celu przygotowania jej na uroczystość. Tutaj wyjątkową zdolnością organizacyjną wykazali się liderzy poszczególnych klanów, którzy bardzo sprawnie dokonali podziału, wygłaszając przy tym niezliczone przemowy. Następny dzień minął na przygotowaniach tradycyjnego nowogwinejskiego posiłku, czyli mumu. Do wykopanych wcześniej dołów, na rozżarzone kamienie położono pocięte kawały mięsa z warzywami i owocami, szczelnie przykryto liśćmi bananowca, aby się dusiło przez kilka godzin. Kilkanaście osób pozostało, by pilnować mumu, pozostali udali się na boisko do gry w rugby, gdzie miała być sprawowana Msza św. Na uroczystość święceń przyjechało 12 biskupów z różnych diecezji, a także nuncjusz apostolski ze stolicy PNG – Port Moresy. Mszę św. rozpoczęła wielka procesja, w której szli biskupi, około 80 księży, siostry i bracia zakonni, służba liturgiczna i grupy tancerzy – około 40 mężczyzn w tradycyjnych strojach z prowincji Chimbu; również około 15 tys. wiernych z całej diecezji Kundiawa, niektórzy musieli przebyć pieszo wiele kilometrów przez busz. Biskupa-elekta wprowadzono na specjalnie przygotowane podium. O jego obowiązkach powiedział w homilii poprzednik, obecnie arcybiskup archidiecezji Madang, William Kurtz SVD. Po homilii odbyła się liturgia święceń, podczas której śpiewom i okrzykom nie było końca. Liczne też były życzenia, przemówienia i utrwalanie chwili na zdjęciach po Mszy św. W kulturze nowogwinejskiej każda większa uroczystość kończy się wspólnym posiłkiem. Ponieważ święcenia biskupie są nie lada wydarzeniem, więc posiłek był wielki. Nasza ogromna sala parafialna nie była w stanie pomieścić wszystkich zaproszonych gości – około 600, ale dzięki temu, że jedni wchodzili, drudzy wychodzili, wszyscy zostali ugoszczeni. Posiłek zakończył się pokrojeniem wielkiego tortu i wspólnym zdjęciem z nowo wyświęconym biskupem. Polecam nowego biskupa i całą jego posługę w naszej diecezji Waszej nieustannej modlitwie! Pamiętajcie także o mnie i naszych nowogwinejczykach! Z Panem Bogiem! Wasz misjonarz, Wojciech Niścigorski - Werbista

CATHOLIC CHURCH TAFETO
St. John Evangelist
P.O. Box 632 Goroka, EHP
PAPUA NEW GUINEA



Stacja Misyjna - Mingende / PNG 30 stycznia 2000     Szczęść Boże!  

       „Niech żyje Trójjedyny Bóg w sercach Waszych”

Serdecznie pozdrawiam z kraju Rajskiego Ptaka! Do Papui Nowej Gwinei przyjechałem ponad pół roku temu. Po krótkim kursie miejscowego języka-pidgin, zostałem skierowany na moja pierwszą parafię Mingende. Jest to zarazem misyjne centrum dla naszej diecezji, a także siedziba biskupa. Do niedawna był nim Polak–bp Kurtz, ale został mianowany arcybiskupem w jednej z diecezji  na wybrzeżu.  Przebywam w górskiej części Nowej Gwinei, która w przeciwieństwie do wybrzeża jest bardziej zacofana, bo obfitująca w liczne problemy z pogańskiej, niedawnej przeszłości. Kościół rozpoczął tutaj działalność ewangelizacyjną 60 lat temu, a więc chrześcijaństwo i Kościół są tu jeszcze bardzo młode. Pocieszeniem jest jednak wspaniały górski klimat, tzw. wieczne lato, bez chorób tropikalnych, których przed wyjazdem trochę się obawiałem. Obecnie jestem na tzw. misyjnym wprowadzeniu u misjonarza z 30-letnim stażem Nasza parafia, jak na nowogwinejskie warunki, jest stosunkowo duża, bo liczy ok. 15 tys. ludzi i jest największa w diecezji. Działalność misyjna, która tutaj prowadzimy sprowadza się do obsługi duszpasterskiej stacji misyjnych rozproszonych w buszu. Do większości z nich można dojechać samochodem, choć drogi są trudne, ale do niektórych z miejscowości położonych w górach trzeba dojść pieszo. Podróż nie jest łatwa, bo i niektóre góry są dosyć strome i tutejszy busz niezbyt życzliwy dla człowieka. Ostatnie miesiące ubiegłego roku mieliśmy bardzo pracowite – z powodu przygotowań do Bożego Narodzenia i rozpoczęcia Jubileuszu Roku 2000. tutejsi ludzie bardzo emocjonalnie angażują się w życie religijne, czasami może nawet więcej ze strachu niż z autentycznej miłości do Boga. Przed końcem roku chcieli więc pozałatwiać wszystkie swoje religijne zaległości – chrzty, małżeństwa, rekolekcje, I Komunię itd. Szczerze przyznaję, że nie było czasu na nudę, ale mocno ufam, że ta praca przyniesie obfite owoce w niedalekiej przyszłości. Szczególnie jest to potrzebne w tym kraju, gdzie przyzwyczajenia z czasów pogańskich ciągle jeszcze tkwią w sercach miejscowych ludzi. Do tej pory spotykamy się, choć coraz rzadziej z przypadkami wielożeństwa, nawet wśród ludzi ochrzczonych. Z pogaństwa zachował się w nich duch walki plemiennej. Niedaleko od Mingende toczą walkę górale nowogwinejscy i to nie na żarty. Miejscowa policja nie może uporać się z tym problemem. Prawdziwą zmorą w sercach niektórych ludzi jest tzw. sanguma. To także dawna pozostałość. Jeśli ktoś w rodzinie niespodziewanie umiera, to pozostali członkowie zaczynają poszukiwać sprawcy tej śmierci, aby go surowo ukarać – uśmierceniem i spaleniem jego domostwa. Z drugiej jednak strony jakże dostrzegalne jest działanie Bożej laski w ludzkich sercach. W czasie przygotowań do Bożego Narodzenia, a więc w okresie szczególnego chyba jej działania, miałem możliwość obserwowania, jak niektórzy miejscowi raskale-huligani, którzy niejednokrotnie przysparzali kłopotów naszej stacji czy też poszczególnym księżom, teraz z pokorą wracali do Jezusa i Kościoła. Ktoś mógłby powiedzieć, że sprawił to strach przed Rokiem 2000, ale dla mnie było to potwierdzenie słów św. Pawła o grzechu i wzmożonym Bożym miłosierdziu. Mam nadzieję, że oni jeszcze niejednokrotnie doświadczą tego Bożego miłosierdzia w tym Świętym Roku, który przeżywamy. Polecam siebie i moich nowogwinejskich parafian Waszej modlitwie! Z Panem Bogiem! Wasz misjonarz, Wojciech Niścigorski - Werbista